Strzygoń – zmarły gospodarz, który wracał nocą do domu
Strzygoń nie zawsze opuszczał grób, aby polować na ludzi. W polskich podaniach bywał zmarłym gospodarzem, który po zmroku rąbał drewno, nosił wodę i doglądał zwierząt. Początkowo pomagał pozostawionej rodzinie. Z czasem jego powroty stawały się coraz bardziej niebezpieczne.

Wiejski pogrzeb dobiegł końca. Mogiłę zasypano, rodzina wróciła do pustej chałupy, a obowiązki zmarłego przeszły na żywych. Po kilku nocach ktoś jednak usłyszał uderzenia siekiery. Ze studni przyniesiono wodę, zwierzęta dostały paszę, a w stodole znów pracował człowiek, którego niedawno pochowano.
Tak zaczynały się ludowe opowieści o strzygoniu, jednym z najbardziej niezwykłych polskich upiorów.
Człowiek o dwóch duszach
Strzygoń nie był bezcielesnym duchem. Z grobu wychodził zmarły człowiek, którego mieszkańcy wsi znali za życia.
Wierzono, że posiadał dwie dusze, dwa duchy albo dwa serca. Po jego śmierci jedna część opuszczała ciało, druga nadal w nim pozostawała. Nieboszczyk nie umierał więc całkowicie. Za dnia spoczywał w mogile, a po zmroku wracał między ludzi.
Zofia Kowerska zapisała w 1894 roku ludowe przekonanie, według którego po śmierci jednego z dwóch serc drugie zaczynało ożywiać ciało. Wtedy zmarły wstawał nocą i ponownie pojawiał się w rodzinnej wsi.
Strzygoń wracał do gospodarstwa
Najbardziej charakterystyczne podania o strzygoniu nie rozgrywały się w zamkach ani odległych kryptach. Ich miejscem była zwyczajna wieś.
Według materiałów zgromadzonych przez etnografów strzygoń nocami wykonywał prace, którymi zajmował się przed śmiercią. Rąbał drewno i młócił zboże. Ciął sieczkę, nosił wodę oraz karmił zwierzęta.
W Spytkowicach opowiadano o mężczyźnie, który po pogrzebie nadal wykonywał swoje domowe obowiązki, a później szedł do karczmy, gdzie pracował za życia. W innej historii zmarły leśniczy wstawał z grobu i ruszał na polowanie ze swoimi psami.
Powrót nie musiał więc od razu oznaczać ataku. Strzygoń mógł zachowywać się jak gospodarz, który nie zauważył własnej śmierci albo nie potrafił porzucić pozostawionego domu. Nadal znał obejście i pamiętał rytm codziennej pracy.
Domostwo opuszczał przed pierwszym pianiem koguta. O świcie powinien ponownie znaleźć się w mogile.
Zmarły odwiedzał swoją żonę
W części podań strzygoń wracał przede wszystkim do pozostawionej żony. Pomagał jej w gospodarstwie, lecz żądał, aby nikomu nie mówiła o nocnych wizytach.
Opowieści wspominały również o wspólnym spaniu, a nawet o dzieciach mających narodzić się ze związku kobiety i jej zmarłego męża. Potomstwo strzygonia miało wyglądać inaczej niż zdrowe dzieci. Opisywano je jako blade, wychudzone i podobne do szkieletów.
Pomoc nieboszczyka miała swoją cenę. Zmarły stawał się zazdrosny i groził żonie, jeśli próbowała zdradzić jego tajemnicę. Mógł także „pociągnąć” członków rodziny za sobą do grobu.
Strach przed strzygoniem wyrastał z bliskości. Upiór nie był obcą bestią z lasu. Był niedawno zmarłym mężem, ojcem albo sąsiadem. Nadal pamiętał drogę do domu.
Po czym rozpoznawano przyszłego strzygonia?
Podejrzenia mogły pojawić się jeszcze przed śmiercią człowieka. Za niepokojący znak uważano dwa rzędy zębów albo narodziny z już wyrżniętymi zębami. Z przyszłym strzygoniem łączono też zrośnięte brwi, znamiona na ciele, lunatykowanie i mówienie do samego siebie.
Lista różniła się między regionami. Poszczególne cechy przypisywano także innym niespokojnym zmarłym.
W części przekazów strzygoniem mógł zostać samobójca lub człowiek, który nie przyjął bierzmowania. Zapobiegać przemianie miało nadanie dziecku dwóch imion podczas chrztu albo późniejsze przyjęcie sakramentu bierzmowania. Starsze wierzenia w powracających zmarłych przez stulecia mieszały się tu z chrześcijańskimi praktykami.
Po pogrzebie podejrzenia wzbudzała popękana ziemia na mogile. Po otwarciu trumny ciało strzygonia miało zachowywać rumianą cerę nawet po dłuższym czasie. Jeden bok zmarłego pozostawał ciepły, ponieważ miała w nim przebywać druga dusza.
Strzygoń napotkany poza grobem mógł mieć czerwone paznokcie i duże zęby. Z jego ust miały sypać się iskry.
Nie każdy strzygoń pomagał w gospodarstwie
Nocna praca stanowiła tylko jeden z wariantów opowieści. Inne przedstawiały strzygonia jako groźnego upiora spotykanego na rozstajach, w lesie lub przy gościńcu.
Mógł nosić pod pachą własną odciętą głowę. Napadał na samotnych przechodniów, wdawał się w bójki i próbował chuchnąć przeciwnikowi w usta. Wierzono, że taki oddech przynosił śmierć, co mogło wiązać się z lękiem przed epidemiami.
Strzygoń zachowywał siłę, którą miał za życia. Według jednej z porad zapisanych przez Oskara Kolberga należało uderzyć go lewą ręką w twarz. Upiór miał wtedy zniknąć i więcej się nie pojawić.
Jak zatrzymywano strzygonia?
Kiedy mieszkańcy uznali, że konkretny zmarły opuszcza mogiłę, otwierali jego grób.
Ciało układano twarzą do ziemi, aby nieboszczyk próbujący się wydostać kopał w dół. Odcinano mu głowę i umieszczano ją między nogami, z dala od szyi. Zwłoki przebijano osikowym kołkiem albo metalowym zębem brony.
Do ust zmarłego wkładano niewielki kamień. Pod językiem mogła znaleźć się kartka z zapisanym imieniem Jezusa. Oczy przewiązywano materiałem.
W trumnie umieszczano także drobne przedmioty. Strzygoń miał zajmować się ich liczeniem lub rozwiązywaniem supłów, dzięki czemu pozostawał w grobie do świtu.
Inaczej wyglądała obrona podejmowana w domu. W jednym z podań wdowa zarzuciła zmarłemu mężowi na szyję szkaplerz. W innym przekazie rozsypała po garści maku w każdym kącie chałupy, układając go na kształt krzyża.
Strzygoń, strzyga czy upiór?
Współczesny podział wydaje się prosty: strzyga jest kobietą, a strzygoń mężczyzną. W dawnych wierzeniach nazwy nie miały jednak tak precyzyjnych granic.
W zależności od regionu podobnego zmarłego nazywano strzygoniem, strzygą, upiorem, wypiórem albo wąpierzem. Na Pomorzu i w Wielkopolsce pojawiało się określenie „wieszczy”. Czasem upiora i strzygonia traktowano jako tę samą istotę, gdzie indziej próbowano ich rozróżniać.
Aleksander Brückner w „Słowniku etymologicznym języka polskiego” wywodził słowa „strzyga”, „strzyg” i „strzygoń” z łacińskiego striga, łączonego z greckim określeniem sowy. Uważał, że zapożyczenie trafiło do języków zachodniosłowiańskich we wczesnym średniowieczu, natomiast męskie formy rozwinęły się już na miejscowym gruncie.
Więcej o pochodzeniu nazwy i związkach strzygonia ze strzygą przeczytacie w artykule „Strzyga: jak powstał słowiański upiór”.
Strzygoń w opowieści Veles Grove
Bohater utworu Veles Grove początkowo nie zachowuje się jak krwiożercza bestia. Po pogrzebie wraca do pozostawionego gospodarstwa. Rąbie drewno, nosi wodę i kończy pracę przerwaną przez śmierć.
Każdej nocy podchodzi jednak coraz bliżej chałupy. Wewnątrz czeka wdowa, która zna jego kroki i wie, kto zatrzymał się przed drzwiami.
Źródła
- Roksana Sitniewska, „Strzygoń/strzyga”, w: „Słownik polskiej bajki ludowej”, red. Violetta Wróblewska.
- Aleksander Brückner, „Słownik etymologiczny języka polskiego”, hasło „strzyga”, Kraków 1927.
- Oskar Kolberg, „Dzieła wszystkie”, t. 7.
- Stanisław Gonet, „Strzygonie”, „Lud” 1897, t. 3.
- Leonard J. Pełka, „Polska demonologia ludowa”.
- Bohdan Baranowski, „W kręgu upiorów i wilkołaków”.





