Przejdź do treści

Dziady wiosenne i Radunica - zapomniany słowiański obrzęd ku czci przodków

Dziady kojarzymy zwykle z listopadem i Mickiewiczem. To tylko połowa obrazu. Dawni Słowianie obchodzili też wiosenny obrzęd ku czci przodków – na wschodzie zwany Radunicą, w źródłach litewsko-białoruskich dziadami wiosennymi. I patronował im nie Weles, lecz Swarożyc.

Dziady wiosenne i Radunica - zapomniany słowiański obrzęd ku czci przodków

Obraz z kanonu: ciemna kaplica, Guślarz, noc z 31 października na 1 listopada, duchy czyśćcowe. II część Dziadów ustawiła nam w głowach jedną datę i jedną scenerię. Aleksander Gieysztor w Mitologii Słowian przypominał, że ta sugestywna sceneria to „poetycka synteza wierzeń i obyczaju litewskiego, białoruskiego i ukraińskiego" – a nie wierna etnograficzna rekonstrukcja.

Mickiewicz oparł się na tym, co pamiętał z okolic Nowogródka, ale pomieszał przy tym dwa różne obrzędy: jesienne dziady i wiosenną Radunicę. Na ten miks zwracają uwagę badacze od Olimpii Swaniewiczowej po współczesnych mickiewiczologów.

Nawet sześć razy w roku

Według Gieysztora święta zaduszne obchodzono u Słowian, zależnie od regionu, nawet sześć razy w roku. Dwa terminy były główne: wiosenny – na przełomie kwietnia i maja – oraz jesienny – z 31 października na 1 listopada. Pozostałe wpisywały się w kalendarz rolniczy, Zielone Świątki, Wielki Czwartek albo przesilenia. Rytm pamięci o zmarłych był więc rozłożony na cały rok, nie zogniskowany w jednej dacie, jak dziś.

Radunica – wschodniosłowiański ciąg dalszy

Na wschodzie Słowiańszczyzny wiosenne dziady przetrwały w nieprzerwanej ciągłości pod nazwą Radunica (biał. Радаўніца, ros. Радоница, ukr. Проводи). Samą nazwę najczęściej wywodzi się od radost' – radości, co nadaje temu świętu charakter rodzinny i zaskakująco jasny, a nie żałobny. Jak ujmuje to Andrzej Szyjewski w Religii Słowian, dziady to rytuał karmienia dusz, które chwilowo wracają na ziemię, i spinania wspólnoty zmarłych i żyjących w jeden krąg.

Termin Radunicy zależy od Wielkanocy – w tradycji prawosławnej zwykle drugi wtorek po niej, niekiedy niedziela przewodnia. W Białorusi jest to do dziś dzień ustawowo wolny: cmentarze zapełniają się rodzinami, które jedzą na grobach pisanki, piją, rozmawiają z nieżyjącymi. Historycznie podobny zwyczaj opisywano także na Polesiu, Wołyniu, Podolu i w Stryjskiem.

Swarożyc, nie Weles – najważniejszy rozróżnik

Tu dochodzimy do różnicy z dziadami jesiennymi. Szyjewski rozpisuje słowiański kosmos na dwa porządki zaświatów: górny – solarny, niebiański Wyraj pod patronatem bogów uranicznych (Swaróg, Swarożyc) – oraz dolny, chtoniczny – Nawia, kraina pod władzą Welesa, pana podziemi, bydła i magii. Z tego modelu wynika czytelny podział:

  • Dziady jesienne to obrzęd Welesowy. Dusze wracają z dołu, z Nawi. Uczta ma charakter domowy i nocny, w ludowych reliktach pojawia się rogata maska i tzw. uczta Kozła, której przewodzi gęślarz – u Mickiewicza Guślarz.
  • Dziady wiosenne należą do porządku przeciwnego. Zmarli przybywają z Wyraju razem z wracającymi ptakami, światłem i młodą zielenią. Patronuje im więc Swarożyc, a nie Weles.

Ten rozróżnik tłumaczy też nastrój obu świąt. Wiosenne są radosne, jawne, cmentarne w dzień. Jesienne – mroczne, domowe, rozgrywane po zmroku.

Co robiono?

Mamy dobrze udokumentowane relacje etnograficzne. Henryk Biegeleisen w Śmierci w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego (1930) opisuje toczenie jajek po mogiłach i pozostawianie pieroga, jaja albo części święconki bezpośrednio na grobie. Józef Gołąbek w Dziadach białoruskich (1926) notuje formułę gospodarza wzywającego przodków do stołu: „Święci dziadowie, chodźcie wieczerzać". Posiłek zaczynał się w domu, potem przenoszono go na cmentarz. Resztek nie zabierano z powrotem – zostawiano dla zmarłych, zwierząt i żebraków-dziadów, uznawanych za pośredników między światami.

W Polsce zachodniej obrzęd zachował się szczątkowo. Krakowska Rękawka – poniedziałek wielkanocny z jałmużną na kopcu Krakusa – wywodzi się prawdopodobnie właśnie z wiosennego święta zmarłych, o czym pisze m.in. Słowiański Bestiariusz. W Górach Świętokrzyskich jeszcze w XX wieku 2 maja palono ogniska na grobach. Na Lubelszczyźnie i Podlasiu zwyczaj karmienia dusz przetrwał w cieniu prawosławnego kalendarza.

Dlaczego warto o tym pamiętać?

Wiosenne dziady są dziś najmniej znaną częścią słowiańskiego cyklu pamięci – i zarazem jego najradośniejszą odsłoną. To odwrócenie naszej jesiennej, zniczowej wyobraźni: zmarli wracają razem z życiem, a nie w opozycji do niego. Białorusini, Rosjanie, Ukraińcy, prawosławni Polacy na Podlasiu – nigdy tego święta nie porzucili. W polskiej pamięci mainstreamowej zniknęło, ale wystarczy przyjrzeć się kalendarzowi, żeby zobaczyć, jak bardzo niepełna jest tylko jedna data w roku.

Warto przeczytać

Jeśli chcesz zgłębić temat, zacznij od Religii Słowian Andrzeja Szyjewskiego (Wydawnictwo WAM, Kraków 2003). To najbardziej kompletne akademickie ujęcie tematu po polsku, w tym dwudzielnej kosmologii Wyraj–Nawia i funkcji Swarożyca oraz Welesa. Dobrze uzupełnia ją Mitologia Słowian Aleksandra Gieysztora (reedycja: Wydawnictwa UW, Warszawa 2006).

Szukaj na blogu