Przejdź do treści

Leszy. Pan lasu, którego popkultura zrobiła rogatym potworem

Jeśli znasz Leszego z „Wiedźmina" albo z grafik, na których stworzenie z jelenią czaszką i gałęziami zamiast poroża czai się między drzewami, to mam dla ciebie kłopotliwą wiadomość. Ten obraz to w dużej mierze wymysł współczesnego fantasy.

Leszy. Pan lasu, którego popkultura zrobiła rogatym potworem

Ten tekst należy do przewodnika: Demonologia słowiańska.

Prawdziwy Leszy z ludowych opowieści był kimś znacznie ciekawszym i znacznie mniej fotogenicznym: kapryśnym gospodarzem lasu, który częściej był słyszany niż widziany.

Warto też od razu uporządkować jedną rzecz, bo internet lubi tu uproszczać. Leszy nie jest „słowiańskim bogiem lasu" w takim sensie, w jakim Perun jest bogiem piorunów, a Weles bogiem zaświatów. Należy do demonologii ludowej, czyli świata duchów i demonów, a nie do panteonu bóstw. To rozróżnienie będzie nam tu wracać.

Skąd pochodzi i co znaczy jego imię

Imię jest przejrzyste. Rosyjskie „леший" wywodzi się od słowa „лес", czyli las. To dosłownie „leśny", „ten z lasu". W innych tradycjach wschodniosłowiańskich spotkamy formy pokrewne: białoruskiego lesawika, ukraińskiego lisowyka. W samej tradycji rosyjskiej krąży zresztą cała wiązka nazw, od lesowika, przez leszaka, po borowika.

I tu pojawia się sprawa, którą trzeba postawić uczciwie. Leszy jako konkretna, nazwana, rozbudowana postać jest przede wszystkim wschodniosłowiański, a najpełniej rozwinął się w folklorze rosyjskim, zwłaszcza północnym, gdzie las był codzienną przestrzenią życia, pracy i zagrożenia. Britannica ujmuje to wprost: to duch o dość jednorodnych cechach, znany większości Słowian mieszkających na terenach mocno zalesionych, przy czym Ukraińcy żyjący na stepie nie wykształcili w pełni rozwiniętej postaci Leszego i znają go raczej ze słyszenia. Las robi Leszego. Tam, gdzie lasu nie ma, nie ma i jego pana.

Jak naprawdę wyglądał

Zapomnij na chwilę o porożu. W dawnych przekazach Leszy był przede wszystkim zmiennokształtny. Mógł przybrać postać człowieka, zwierzęcia, a nawet elementu krajobrazu, albo po prostu pozostać niewidzialny.

Gdy już dawał się zobaczyć, najczęściej wyglądał jak starzec. Britannica opisuje go jako istotę, która często ma postać mężczyzny, ale brakuje mu brwi, rzęs i prawego ucha, głowę ma nieco spiczastą, a do tego nie nosi kapelusza ani pasa. Do tego dochodzi najbardziej charakterystyczna cecha: we własnym lesie Leszy jest wysoki jak drzewa, ale gdy tylko wyjdzie poza jego granice, kurczy się do rozmiarów trawy. Ta zdolność zmiany rozmiaru to klasyczny słowiański motyw, czytelny znak, że las jest jego żywiołem, a wszystko poza nim go pomniejsza.

W ludowej wyobraźni Leszy bywał też kosmaty, źle ubrany, naznaczony drobnymi „odwróceniami" zwykłego porządku, jak odzież zapięta na lewą stronę czy buty włożone na odwrót. Co ciekawe, ten sam motyw odwracania działał w drugą stronę: ludzie sami wkładali ubranie na lewą stronę albo buty na odwrót, żeby zmylić Leszego i nie dać się zwieść w lesie. Odwrócenie należało więc i do niego, i do obrony przed nim.

Co robił ludziom?

Najbardziej rozpoznawalna funkcja Leszego to wodzenie ludzi po lesie. Idziesz znaną ścieżką, a nagle nie potrafisz znaleźć drogi. Słyszysz śmiech, gwizd, czyjś głos, ruszasz w jego stronę i gubisz się jeszcze bardziej. Britannica łączy z jego obecnością właśnie te dźwięki: rzadko bywa widziany, ale w lesie słychać, jak się śmieje, gwiżdże lub śpiewa.

Nie był jednak po prostu zły. Był kapryśny, i to jest sedno. To duch lubiący figle, choć rozgniewany potrafi być zdradliwy. Mógł zwieść i skrzywdzić, ale mógł też pomóc zabłąkanemu wędrowcowi wrócić na właściwą ścieżkę. Wszystko zależało od tego, czy szanowałeś jego las.

Pan zwierząt, postrach myśliwych i pasterzy

Leszy najściślej wiązał się z ludźmi pracującymi na granicy wsi i puszczy: z myśliwymi, pasterzami, drwalami. Był panem lasu i opiekunem dzikiej zwierzyny, w niektórych przekazach miał własne stada saren i jeleni. Myśliwy, który chciał bezpiecznych i obfitych łowów, powinien wcześniej złożyć Leszemu ofiarę. Można go było rozgniewać, na przykład ścinając drzewa bez szacunku, a wtedy potrafił napuścić wilki na stada albo wodzić ludzi po nocy.

To pokazuje, że nie mamy do czynienia z prostą bajką o potworze, tylko z całym systemem ludowego myślenia o przestrzeni. Las miał właściciela. Człowiek wchodził tam trochę jak gość, trochę jak intruz, i musiał znać zasady.

A co u nas, w Polsce?

W polskiej tradycji ludowej istniały postacie bliskie Leszemu funkcją, ale nie zawsze warto stawiać między nimi znak równości. Leonard Pełka w „Polskiej demonologii ludowej" zalicza do kręgu demonologii leśnej zarówno wielkoruskiego leszyja, jak i polskie borowe, borowce, boruty czy leśne. To rodzina o podobnej roli, nie jedna i ta sama postać pod różnymi imionami.

fot. Janusz Christa "Kajko i Kokosz w Krainie Borostworów" / Egmont

Boruta jest tu dobrym przykładem pułapki. Dziś kojarzy się przede wszystkim z diabłem łęczyckim, zamkiem i szlacheckimi legendami. To nie przypadek. Pełka pokazuje, że w toku chrystianizacji dawne demony leśne i błotne mieszały się z chrześcijańską wizją diabła, i tak powstały „spolszczone" diabły ludowe i szlacheckie, jak łęczycki Boruta czy rzeszowski Rokita. Można w Borucie szukać śladów starszego „borowego" ducha, ale proste równanie „Boruta = Leszy" byłoby zwyczajnie za łatwe.

Najostrożniej brzmi więc tak: w polskim folklorze żyły postacie bliskie Leszemu, jak borowy czy leśny dziad, ale sam Leszy w pełnej, klasycznej formie to przede wszystkim zjawisko wschodnie.

Co tu jest stare, a co dopisane później?

Na koniec warto rozdzielić warstwy, bo to klucz do uczciwego pisania o Leszym.

Najstarsza jest prawdopodobnie sama idea: las ma swojego pana, zwierzęta nie są niczyje, a zgubienie się w puszczy może mieć przyczynę nadprzyrodzoną. Późniejsze są konkretne opowieści spisane przez etnografów, w większości dopiero od końca XIX wieku, już w świecie chrześcijańskim, wraz z lokalnymi wariantami i moralizatorskim „udiableniem". A najpóźniejsza warstwa to popkultura: „Wiedźmin", gry, bestiariusze fantasy i internetowe rekonstrukcje z porożem i czaszką.

Najbezpieczniejsza teza brzmi więc tak: Leszy to nie tyle uniwersalny słowiański bóg lasu, ile najlepiej poświadczony na Wschodzie duch-gospodarz leśnej przestrzeni, który rządzi zwierzyną, zwodzi ludzi i strzeże granicy między wsią a dziką naturą. Na ziemiach polskich istniały podobne wyobrażenia o borowych i leśnych dziadach, ale utożsamianie ich jeden do jednego z Leszym wymaga ostrożności.

A rogaty potwór z czaszką? Niech już zostanie w grach. Prawdziwy Leszy nie potrzebował poroża, żeby cię zgubić. Wystarczył mu śmiech zza drzew.

Okładka książki
📚 Warto mieć na półce

"Polska demonologia ludowa"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę i rozwój bloga, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.

Sprawdź książkę

Szukaj na blogu