Miecz z XI wieku wyłowiony z Warty. Zguba przy przeprawie czy ofiara dla rzeki?
Z Warty pod Wronkami wydobyto miecz datowany wstępnie na XI wiek. Znalazca przekazał go do Muzeum Ziemi Wronieckiej, a archeolog potwierdził autentyczność broni. Najciekawsze jest jednak pytanie, jak miecz trafił do rzeki. Jedna z hipotez prowadzi prosto w stronę dawnych wierzeń.

Takie wiadomości czyta się tu z wypiekami. Mieszkaniec Wronek Mirosław Tucholski wydobył z Warty średniowieczny miecz i przekazał go do Muzeum Ziemi Wronieckiej. Obecny na miejscu archeolog Ryszard Pietrzak potwierdził oryginalność broni i wstępnie wydatował ją na XI wiek. Muzeum ogłosiło to 9 czerwca w mediach społecznościowych, otwierając komunikat słowami „Rewelacyjne znalezisko archeologiczne!”.
Skala odkrycia robi wrażenie nawet na specjalistach. Pietrzak przyznał, że mieczy z tego rejonu archeologia dotąd nie znała, a najbliższe duże zbiory wczesnośredniowiecznego uzbrojenia pochodzą z Jeziora Lednickiego. I właśnie to porównanie powinno zapalić lampkę każdemu, kto interesuje się przedchrześcijańską Słowiańszczyzną. Lednica to przecież jedno z najważniejszych stanowisk wczesnopiastowskich w Polsce, a wydobyte z jej wód setki militariów od lat budzą spory o to, ile w nich śladów bitew, a ile czegoś zupełnie innego.
Dwie hipotezy, w tym jedna „nasza”
Jak miecz znalazł się w rzece? W rozmowie z Radiem Poznań Pietrzak wskazał dwie możliwości: w pobliżu mogła istnieć przeprawa, przy której broń po prostu zgubiono, albo miecz wrzucono do wody celowo, w ramach praktyk kultowych. Samo muzeum pyta podobnie: czy broń należała do wojownika żyjącego na tych ziemiach we wczesnym średniowieczu, czy wyrzucono ją z łodzi w wyniku aktu kultu.
Hipoteza ofiarna nie jest fantazją muzealników. Deponowanie broni w wodach to praktyka znana z całej barbarzyńskiej Europy, od skandynawskich bagien po rzeki celtyckiej Galii. U Słowian rzecz jest trudniejsza do udowodnienia, bo źródeł pisanych mamy jak na lekarstwo, ale sakralny status wody w ich wierzeniach raczej nie podlega dyskusji. Gieysztor pisał o kulcie źródeł i rzek jako jednym z najtrwalszych elementów słowiańskiej religijności, przeżywającym chrystianizację o całe stulecia. XI wiek to zresztą czas, gdy nad Wartą chrześcijaństwo było religią książąt i grodów, a niekoniecznie codzienności.
Uczciwie trzeba jednak dodać: zguba przy przeprawie jest wyjaśnieniem prostszym i niczego po niej nie widać. Pojedynczy miecz to nie depozyt z Lednicy. Dopóki broni nie opracują specjaliści, obie wersje są równoprawne, choć wiem, której kibicuję.
Co dalej z mieczem
Znalezisko zgłoszono do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Poznaniu, a burmistrz Wronek Rafał Zimny zadeklarował środki na konserwację, którą przeprowadzą specjaliści z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Po zakończeniu prac, za kilka miesięcy, miecz ma trafić na ekspozycję Muzeum Ziemi Wronieckiej.
Konserwacja i analiza typologiczna powinny powiedzieć więcej: skąd pochodził, jak długo leżał w wodzie, czy nosi ślady użycia. Wtedy wrócę do tematu. Panu Tucholskiemu należą się tymczasem ukłony, bo takie znaleziska lądują w muzeach rzadziej, niż byśmy chcieli.
Źródła: Muzeum Ziemi Wronieckiej, Radio Poznań, eSzamotuly.pl
"Mitologia Słowian"
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę i rozwój bloga, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.
Sprawdź książkę




