Przejdź do treści

Parafia ma zapłacić 30 tys. zł za dzwony. Gdzie kończy się sacrum, a zaczyna hałas?

Sąd w Tucholi zasądził 30 tys. zł zadośćuczynienia od parafii w Rudzkim Moście i ograniczył używanie kościelnych dzwonów. Wyrok nie jest prawomocny, ale sprawa pokazuje większy konflikt: kiedy święty dźwięk wspólnoty staje się dla kogoś zwykłym hałasem.

Kościelne dzwony na wieży świątyni jako symbol sporu o sacrum, tradycję i prawo do ciszy.

Sąd Rejonowy w Tucholi uznał, że parafia Opatrzności Bożej w Rudzkim Moście ma zapłacić jednemu z mieszkańców 30 tys. zł zadośćuczynienia za uciążliwość związaną z biciem dzwonów. Wyrok zapadł 22 maja i nie jest prawomocny, ale sprawa już wywołała emocje. Sąd nie tylko przyznał pieniądze skarżącemu, lecz także ograniczył sposób używania dzwonów.

Według relacji medialnych parafia może korzystać wyłącznie z najmniejszego dzwonu. W dni powszednie najwyżej dwa razy dziennie, w niedziele i święta trzy razy dziennie, a każde bicie ma trwać krótko. W tle jest spór ciągnący się od lat. Dzwony pojawiły się w parafii w 2010 roku, po zakupie sfinansowanym przez darczyńców. Dla części mieszkańców były znakiem wspólnoty i tradycji. Dla jednego z sąsiadów stały się uciążliwością, która naruszała codzienne życie.

Na pierwszy rzut oka to lokalny konflikt o decybele. Ktoś chce ciszy, ktoś inny broni dzwonów. Jedni mówią o prawie do odpoczynku, drudzy o zamachu na tradycję. Ale pod tą sprawą kryje się starsze pytanie: kto ma prawo wpisywać swój dźwięk w krajobraz?

Dzwon nigdy nie był tylko hałasem

Kościelny dzwon nie jest zwykłym głośnikiem. Przez stulecia pełnił rolę religijną, społeczną i porządkową. Wzywał na mszę, ogłaszał śmierć, alarmował przed pożarem, zaznaczał święto, rozpoczynał i zamykał ważne momenty dnia. W dawnej wsi jego dźwięk był częścią krajobrazu tak samo oczywistą jak szczekanie psów, odgłosy zwierząt czy śpiew ludzi przy pracy.

Badacze symboliki dzwonów przypominają znaną łacińską formułę przypisywaną dzwonom: chwalę prawdziwego Boga, zwołuję lud, gromadzę duchowieństwo, opłakuję zmarłych, odpędzam zarazę, zdobię święta. W tej formule mieści się dawny sposób myślenia o dzwonie. Dźwięk miał nie tylko informować. Miał porządkować świat.

Okładka książki
Propozycja książkowa

"Wierzenia dawnych Słowian. Od mitu do obrzędu"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę i rozwój bloga, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.

Sprawdź książkę

W kulturze ludowej przypisywano mu także moc ochronną. Dzwon miał odpędzać burzę, grad, zarazę i złe siły. Dziś można to opisać jako zabobon, ale dla dawnych społeczności nie była to metafora. Dzwon naprawdę miał działać.

Dlatego tak trudno przełożyć jego dawny sens na język współczesnego prawa. Sąd nie pyta, czy dzwon chroni wspólnotę. Pyta, czy przekracza granice uciążliwości. Nie rozstrzyga, czy dźwięk jest święty. Rozstrzyga, czy narusza cudzy spokój.

Hałas to dźwięk, którego sensu nie podzielamy

Religia rzadko bywa całkiem cicha. Muzułmański adhan z minaretu, żydowski szofar, śpiew liturgiczny, procesyjne pieśni, bicie dzwonów, bębny, rogi i trąby w różnych kulturach wyznaczały obecność sacrum w przestrzeni. Dźwięk mówił: tu dzieje się coś ważnego, tu zbiera się wspólnota, ta chwila nie jest zwyczajna.

O dźwiękowej stronie dawnych obrzędów słowiańskich wiemy niewiele. Źródła są skąpe, a rekonstrukcje łatwo zamieniają się w fantazję. Można jednak powiedzieć ostrożnie, że obrzęd potrzebował głosu. Śpiewu, rytmu, okrzyku, wspólnego brzmienia ludzi zgromadzonych przy ogniu, wodzie, na wzgórzu albo w świętym miejscu.

Mystic Festival w Boże Ciało. Czy wszyscy mają dostosować się do katolickiego kalendarza?
Katolicka fundacja chce odwołania Mystic Festivalu w Gdańsku, bo część imprezy przypada w Boże Ciało. Spór pokazuje coś więcej niż niechęć do metalu: oczekiwanie, że przestrzeń publiczna nadal ma działać według religijnych reguł większości.

Nowoczesność zmieniła nie tylko narzędzia pomiaru. Zmieniła samą definicję problemu. To, co dawniej było częścią wspólnego krajobrazu, dziś może zostać uznane za uciążliwą emisję.

Najprostsza definicja hałasu mówi, że jest to dźwięk niepożądany. Ten sam dźwięk dla jednej osoby jest znakiem ładu, a dla drugiej przemocą wobec ciszy. Dla parafianina bicie dzwonu może oznaczać modlitwę, niedzielę, pogrzeb, wspólnotę i rytm życia. Dla sąsiada, który nie podziela tego sensu, może być tylko metalicznym uderzeniem wdzierającym się do domu.

Nie chodzi więc wyłącznie o liczbę decybeli. Chodzi o relację między dźwiękiem a słuchaczem. Dźwięk, którego znaczenie rozumiemy i akceptujemy, łatwiej znosimy. Dźwięk obcy szybciej staje się naruszeniem.

Prawo nie pyta o świętość dźwięku

Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu w jednej ze spraw dotyczących dzwonów wskazał, że przestrzeganie norm hałasu nie narusza wolności religijnej ani swobody kultu. Kościół i dzwonnica mogą więc podlegać przepisom ochrony środowiska, jeśli emitowany dźwięk przekracza dopuszczalne poziomy.

To bardzo nowoczesny sposób myślenia. Dzwon zostaje potraktowany nie jako głos wspólnoty, ale jako źródło dźwięku. Nie jako znak, lecz jako emisja. Państwo nie musi rozumieć jego symboliki. Ma sprawdzić, czy ktoś przez ten dźwięk nie traci prawa do normalnego życia.

666-lecie Mysłowic bez koncertu 6.06.2026. Kolejny spór o religię i przestrzeń publiczną
Mysłowice miały świętować 666-lecie miasta koncertem zaplanowanym na 6.06.2026. Pomysł zderzył się jednak z religijnymi skojarzeniami wokół „Liczby Bestii”. To kolejny przykład sporu o symbole, kulturę i granice świeckiej przestrzeni publicznej.

Można mówić, że tradycja jest starsza niż przepisy. Ale można też zapytać inaczej: czy sama dawność obyczaju wystarcza, by narzucać go wszystkim dookoła? Zwłaszcza wtedy, gdy dźwięk wdziera się do domów tych, którzy nie są częścią danej wspólnoty religijnej.

Sprawa z Rudzkiego Mostu nie jest tylko historią o parafii, sąsiedzie i 30 tys. zł. Jest znakiem większej zmiany. Dźwięki, które kiedyś uchodziły za naturalną część świata, dziś muszą uzasadniać swoje miejsce.

W przypadku dzwonów ten spór boli mocniej, bo dotyka sacrum. Dla wiernych ograniczenie dzwonienia może wyglądać jak symboliczne cofnięcie religii z przestrzeni publicznej. Dla osoby skarżącej może być po prostu obroną własnego domu przed dźwiękiem, którego nie wybierała.

Okładka książki
Warto mieć na półce

"Słowianie i Skandynawowie w epoce wikingów"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę i rozwój bloga, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.

Sprawdź książkę

Sąd wyższej instancji może jeszcze zmienić rozstrzygnięcie. Ale samo pytanie zostanie. Gdzie kończy się święty dźwięk wspólnoty, a zaczyna cudzy hałas? Dawniej odpowiadała na to tradycja. Dziś coraz częściej odpowiada miernik, przepis i sąd.

Źródła:

  • „Niedziela”, „Parafia w kujawsko-pomorskiem musi zapłacić 30 tysięcy za... zakłócanie spokoju dźwiękiem dzwonów”, 9 czerwca 2026.
  • „Tygodnik Tucholski”, materiały o sporze wokół dzwonów parafii Opatrzności Bożej w Rudzkim Moście.
  • Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu, komunikat do wyroku z 17 sierpnia 2023 r., sygn. II SA/Wr 91/23.
  • Janusz Nowiński, „Dzwon w tradycji i kulturze Europy”, „Seminare. Poszukiwania naukowe”, 1995.
  • Oskar Kolberg, „Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce”.

Szukaj na blogu