Przejdź do treści

Perun. Co naprawdę wiemy o słowiańskim gromowładcy?

Perun był bogiem piorunów, burzy, wojowników i przysięgi. Znamy go ze źródeł ruskich, językoznawstwa i folkloru, ale jego obraz wciąż składa się z pewników, hipotez i śladów ukrytych w tradycji.

Perun. Co naprawdę wiemy o słowiańskim gromowładcy?

Ten tekst należy do przewodnika: Bogowie słowiańscy.

Bóg, o którym wiemy dużo i mało zarazem

Perun należy do tych słowiańskich bogów, o których wiemy jednocześnie dużo i zaskakująco mało. Dużo, bo jego imię pojawia się w ważnych źródłach ruskich, bo ma wyraźne odpowiedniki w świecie bałtyjskim i indoeuropejskim, bo zostawił po sobie mocne ślady w języku, folklorze i późniejszej tradycji chrześcijańskiej. Mało, bo dawni Słowianie nie zostawili nam własnej świętej księgi, zbioru mitów ani opowieści spisanych przez ludzi wierzących jeszcze w tych bogów.

To, co dziś mówimy o Perunie, jest więc układanką. Część klocków pochodzi z kronik. Część z językoznawstwa. Część z porównań z innymi religiami indoeuropejskimi. Część z folkloru, który przetrwał długo po chrystianizacji. I właśnie dlatego Perun jest tak ciekawy. Nie jest postacią prostą, gotową i zamkniętą. Jest raczej śladem dawnego świata, który trzeba odczytywać ostrożnie.

Najczęściej mówi się o nim jako o bogu piorunów. To prawda, ale zbyt wąska. Perun był gromowładcą, panem burzy i błyskawicy, ale także bogiem związanym z wojną, władzą, przysięgą i porządkiem. W źródłach ruskich pojawia się tam, gdzie chodzi o broń, drużynę książęcą i zobowiązanie. Nie jest więc tylko „tym od grzmotów", lecz bogiem uderzenia, przysięgi i siły z wysoka.

Imię, które znaczy uderzenie

Samo imię Peruna mówi bardzo wiele. Najczęściej wywodzi się je od rdzenia oznaczającego uderzanie, bicie, rażenie. W tym ujęciu Perun byłby „tym, który uderza". Naturalne dla boga pioruna. Piorun nie spada łagodnie. Uderza z nieba, rozłupuje drzewo, podpala dach, zabija zwierzę, zostawia ślad w ziemi.

CTA Image

Szeroki wybór książek o Słowianach

Sprawdź ceny

W językach słowiańskich imię boga i nazwa zjawiska atmosferycznego zrosły się ze sobą tak mocno, że trudno je od siebie oddzielić. Polski „piorun" nie jest zwykłym słowem pogodowym. Może być także dalekim echem imienia dawnego boga, które z czasem straciło religijny sens i zostało w języku jako nazwa zjawiska.

Nawet etymologia nie jest tu jednak całkiem spokojna. Część badaczy, jak Michał Łuczyński, łączy imię Peruna z ideą skały, góry lub kamienia. Trop ciekawy, bo gromowładca często wiązany był nie tylko z niebem, ale także z kamienną bronią spadającą z góry.

W folklorze długo funkcjonowały tak zwane „strzały piorunowe". Za takie strzały uznawano skamieniałości, belemnity albo dawne narzędzia kamienne znajdowane w ziemi. Wyobrażano sobie, że są to groty lub kamienie zrzucone przez burzę. Ludzie trzymali je w domach jako ochronę przed piorunem, wkładali pod strzechę, przykładali do chorych miejsc, używali jako amuletów. Jest w tym piękny paradoks: to, czego się bano, miało jednocześnie chronić.

Najstarszy cień Peruna

Najstarszy możliwy ślad słowiańskiego boga burzy pochodzi z VI wieku, od Prokopiusza z Cezarei. Bizantyjski historyk pisał, że Słowianie czczą jednego boga, twórcę błyskawicy, którego uznają za pana wszystkiego, i składają mu ofiary z wołów oraz innych zwierząt.

Prokopiusz nie podał imienia tego boga. Dlatego uczciwie trzeba powiedzieć: nie mamy tu wprost Peruna. Mamy jednak bardzo prawdopodobny opis bóstwa gromu, które późniejsi badacze często łączyli właśnie z Perunem. To ważna różnica. W popularnych tekstach łatwo napisać, że Prokopiusz „wspomina Peruna", ale ostrożniej będzie powiedzieć, że wspomina boga błyskawicy, którego można z Perunem identyfikować.

Pewniejsze świadectwa pochodzą z Rusi. W „Powieści dorocznej", jednym z podstawowych źródeł do dziejów wczesnej Rusi, Perun pojawia się przy przysięgach składanych w traktatach z Bizancjum. Drużyna księcia Olega miała przysięgać na swoją broń, na Peruna, swojego boga, oraz na Wołosa, boga skotniego, związanego z bydłem i majątkiem. Podobne formuły wracają także przy późniejszych umowach.

To ważny trop. Perun nie występuje tam jako bajkowa postać z opowieści o burzy. Pojawia się w dokumencie politycznym i wojskowym. Jest świadkiem przysięgi, strażnikiem zobowiązania, bogiem przywoływanym wtedy, gdy chodzi o honor, broń, władzę i konsekwencje złamania słowa. Obok niego stoi Wołos, utożsamiany później z Welesem, związany z bydłem, bogactwem i sferą bardziej ziemską. Ten duet stał się jednym z najważniejszych punktów wyjścia dla rekonstrukcji słowiańskiej mitologii.

Posąg ze srebrną głową i złotym wąsem

Najbardziej znana scena z udziałem Peruna rozgrywa się przy chrzcie Rusi. Według „Powieści dorocznej" książę Włodzimierz, jeszcze jako poganin, miał wystawić w Kijowie posągi bóstw. Na pierwszym miejscu stał Perun. Jego posąg miał drewniany korpus, srebrną głowę i złoty wąs. Obok niego wymieniono między innymi Chorsa, Dadźboga, Striboga, Simargła i Mokosz.

Osiem lat później, po przyjęciu chrześcijaństwa, ten sam Włodzimierz kazał Peruna obalić. Posąg przywiązano do końskiego ogona, wleczono ku Dnieprowi, bito kijami, a potem wrzucono do rzeki.

Scena niezwykle mocna. Opisał ją autor chrześcijański, więc ma jasny sens symboliczny. Dawny bóg zostaje publicznie upokorzony. Nie wystarczy go usunąć — trzeba go pokazać jako bezsilnego, pobitego, wyrzuconego poza nowy porządek.

Jednocześnie sama brutalność tej sceny mówi coś ważnego. Perun musiał być znakiem starego świata na tyle silnym, że należało go zniszczyć widowiskowo. Nie był drobnym lokalnym duszkiem. W kijowskiej opowieści staje się symbolem dawnej władzy, dawnej przysięgi i dawnego porządku religijnego.

Podobny motyw wiąże się z Nowogrodem. Tam również miał stać posąg Peruna, związany z Dobrynią, stryjem Włodzimierza. Po chrystianizacji miał zostać wrzucony do Wołchowa. Późniejsza tradycja wspominała, że jeszcze długo składano w tym miejscu drobne ofiary. Nawet jeśli szczegóły opowieści trzeba traktować ostrożnie, sam motyw jest czytelny: kult można było formalnie zniszczyć, ale pamięć trwała dłużej.

Pieryń, czyli archeologia z gwiazdką

Z Nowogrodem wiąże się także słynna Pieryń. To jedno z tych miejsc, które przez lata działały na wyobraźnię miłośników Słowiańszczyzny. W połowie XX wieku archeolodzy odsłonili tam okrągły obiekt z rowem i śladami ognia, interpretowany jako sanktuarium Peruna. Rekonstrukcja była efektowna: centralny słup, być może posąg, a wokół paleniska. Przez długi czas Pieryń trafiała do książek jako niemal modelowy przykład słowiańskiego miejsca kultu.

Dziś trzeba jednak dopisać przy niej dużą gwiazdkę. Część badaczy zakwestionowała dawną interpretację, uznając, że rzekome „kręgi kultowe" mogą być raczej pozostałościami po zniwelowanych kurhanach. Nie znaczy to, że przekaz o kulcie Peruna w Nowogrodzie należy wyrzucić do kosza. Oznacza raczej, że archeologia nie daje tu tak prostego obrazu, jak kiedyś chcielibyśmy widzieć.

Pieryń jest świetnym przykładem całego problemu z mitologią Słowian. Mamy miejsce, tradycję i kuszącą rekonstrukcję, ale przy bliższym spojrzeniu pewność zaczyna się kruszyć. Zostaje więc nie gotowa odpowiedź, lecz ciekawy spór. A przy Perunie takich sporów jest więcej.

Brückner, Gieysztor i ostrożność badaczy

Właśnie dlatego w badaniach nad Perunem tak ważna jest ostrożność. Aleksander Brückner, jeden z najważniejszych polskich badaczy dawnych wierzeń słowiańskich, był wobec rekonstrukcji bardzo sceptyczny. Nie ufał późnym przekazom, humanistycznym fantazjom i zbyt śmiałym porównaniom. Peruna traktował jednak jako jedną z najmocniej poświadczonych postaci dawnego panteonu. Źródła ruskie uważał za kluczowe dla badań nad mitologią słowiańską, a samego Peruna zaliczał do szerszej, ogólnosłowiańskiej warstwy wierzeń.

Inaczej patrzył Aleksander Gieysztor. W „Mitologii Słowian" widział w Perunie jednego z centralnych bogów słowiańskiego świata. Korzystał z porównań indoeuropejskich i szukał większego systemu. Perun stawał się u niego odpowiednikiem innych gromowładców: bałtyjskiego Perkunasa, greckiego Zeusa, rzymskiego Jowisza, nordyckiego Thora czy wedyjskiego Indry.

Nie chodziło o proste równanie, że „Perun to słowiański Thor". Chodziło raczej o wspólny typ bóstwa: boga nieba, burzy, uderzenia, męskiej siły, wojennego ładu i królewskiej lub książęcej władzy.

Gieysztor szedł też dalej, widząc w niektórych bóstwach połabskich i pomorskich lokalne wcielenia lub hipostazy Peruna. W tym kręgu pojawiali się między innymi Świętowit, Rujewit czy Jarowit. Dziś takie ujęcie bywa przedstawiane ostrożniej. Jest fascynujące i bardzo wpływowe, ale pozostaje hipotezą. Nowsi badacze częściej podkreślają lokalność kultów, różnice między regionami i ryzyko budowania jednego wielkiego systemu z rozproszonych źródeł.

Andrzej Szyjewski w „Religii Słowian" próbował łączyć oba podejścia. Z jednej strony korzystał z porównań indoeuropejskich i traktował Peruna jako ważną postać religii słowiańskiej. Z drugiej wyraźnie zaznaczał, że wiele elementów pozostaje rekonstrukcją. Jerzy Strzelczyk również przypominał, że przy wierzeniach dawnych Słowian często poruszamy się między źródłem, przypuszczeniem i późnym echem ludowym. To nie wada tematu. To jego natura.

Perun i Weles, czyli góra przeciw dołowi

Najbardziej znaną rekonstrukcją mitu związanego z Perunem jest tak zwany mit zasadniczy, opracowany przez Wjaczesława Iwanowa i Władimira Toporowa. Według tej koncepcji Perun, bóg górnego świata, walczy z Welesem, bóstwem dolnym, związanym z wodą, bydłem, bogactwem, magią i zaświatami. Weles miał ukrywać się pod postacią węża lub smoka, kraść bydło, żonę albo syna Peruna, a potem chować się przed jego piorunami. Perun uderzał z nieba, ścigał przeciwnika i przywracał kosmiczny porządek. Efektem zwycięstwa miał być deszcz, odnowienie płodności i powrót ładu.

Piękna, spójna wizja. Pasuje do wielu mitów indoeuropejskich: Indry walczącego z Wrytrą, Perkunasa z Velnsem, boga burzy z wężowym przeciwnikiem. Problem polega na tym, że słowiańska wersja nie zachowała się w jednym dawnym opowiadaniu. Została zrekonstruowana z okruchów: języka, folkloru, toponimii, porównań i późnych podań. Dlatego najlepiej pisać o niej jako o hipotezie roboczej, nie o pewnym micie opowiadanym przez wszystkich Słowian w identycznej formie.

Sama opozycja Perun – Weles jest jednak niezwykle cenna. Nawet jeśli nie znamy pełnej opowieści, para tych bóstw pojawia się już w ruskich przysięgach. Perun należy do sfery broni, góry, nieba, wojowników i książęcego porządku. Weles do bydła, majątku, ziemi, podziemia, magii i niejednoznaczności.

Nie musi to być prosty konflikt dobra i zła. Raczej napięcie między górą i dołem, prawem i bogactwem, uderzeniem i ukryciem, burzą i wodą. Taki układ dobrze tłumaczy, dlaczego Perun był bogiem nie tylko atmosfery, ale też porządku społecznego.

Dąb, kamień i strzały piorunowe

Z Perunem najczęściej łączy się dąb. I tu również trzeba zachować umiar, ale związek jest mocny. W wielu tradycjach indoeuropejskich dąb jest drzewem gromowładcy. Przyciąga pioruny, góruje nad innymi drzewami, jest twardy, długowieczny, majestatyczny. W słowiańskich nazwach miejscowych pojawiają się tropy, które badacze łączyli z Perunem i dębowymi gajami. W południowej Słowiańszczyźnie znane są nazwy typu „Perunova dubrava", czyli Perunowa dąbrowa.

Do najciekawszych materialnych znalezisk łączonych czasem z kręgiem wyobrażeń Peruna należą dęby wydobyte z koryt Desny i Dniepru. W ich pniach znajdowały się żuchwy zwierząt. Dawniej chętnie pisano o szczękach dzików, co bardzo pasowało do obrazu boga wojowników, lasu i gromu.

Nowsze analizy komplikują tę opowieść. Najpierw żuchwy interpretowano jako szczęki dzików, potem pojawiły się argumenty za świniami domowymi, a współczesne badania zoologiczne nie pozwalają traktować tej identyfikacji jako pewnej. Dobry przykład, jak łatwo atrakcyjny symbol może okazać się problematyczny, gdy wrócą do niego specjaliści.

Perun miał też swoją broń. W rekonstrukcjach i porównaniach pojawiają się topór, młot, maczuga, oszczep i oczywiście piorun. Motywy bardzo szerokie, obecne u różnych ludów indoeuropejskich. Zeus ma piorun, Thor młot, Indra wadżrę, czyli broń burzy.

U Słowian takim śladem były wspomniane „strzały piorunowe". Wierzono, że piorun zostawia w ziemi kamień albo grot. Taki przedmiot miał chronić dom, ludzi i zwierzęta. Wkładano go do kołysek, pocierano nim wymiona krów, chowano pod dachem jako zabezpieczenie przed burzą. Z dzisiejszej perspektywy to piękny przykład dawnego myślenia magicznego: siłę groźną można oswoić, jeśli posiada się jej materialny ślad.

Święty Eliasz zamiast Peruna

Po chrystianizacji Perun nie zniknął od razu. W dużej mierze został przepisany na nowe postacie, przede wszystkim na św. Eliasza. W tradycji prawosławnej i ludowej Eliasz jeździ po niebie ognistym wozem, grzmi, sprowadza deszcz, karze piorunem i pilnuje pogody.

Nie jest to proste równanie „Eliasz to Perun". Brückner słusznie ostrzegał, że Eliasz już w Biblii ma własne związki z ogniem, niebem, suszą i deszczem. Ale nakładanie się funkcji jest bardzo wyraźne.

Szczególnie ciekawie widać to na Rusi. W jednej z przysięg opisanych w „Powieści dorocznej" ochrzczeni Rusowie składają przysięgę w cerkwi św. Eliasza, a poganie przy posągu Peruna. Niemal symboliczna scena przejścia. Dawny gromowładca i chrześcijański prorok stoją obok siebie jako strażnicy przysięgi, tylko po dwóch stronach religijnej granicy.

Echa tego myślenia przetrwały także w kulturze ludowej. Na Podlasiu w święto proroka Eliasza do dziś można spotkać przekonanie, że tego dnia nie należy pracować, bo w gospodarstwo osoby łamiącej zakaz może uderzyć piorun. To już nie jest pogański kult Peruna, lecz tradycja chrześcijańska, lokalna i ludowa. Ale pod spodem nadal pobrzmiewa bardzo stara intuicja: jest dzień, w którym siła z nieba wymaga szacunku.

Deszcz, Perperuna i południowosłowiańskie obrzędy

U Słowian południowych z kręgiem deszczu i burzy łączono także obrzędy Perperuny lub Dodoli. W czasie suszy dziewczyna ubrana w zieleń, liście i gałęzie była prowadzona przez wieś, polewana wodą i obdarowywana, aby sprowadzić deszcz.

Badacze różnie interpretują nazwę Perperuny i jej związek z Perunem. Nie warto pisać kategorycznie, że była jego żoną albo żeńskim odpowiednikiem. Bezpieczniej powiedzieć, że należała do tego samego kręgu wyobrażeń: burzy, deszczu, płodności i odnowienia przyrody.

To pokazuje także, jak długo dawne schematy mogły żyć już poza oficjalnym kultem. Nie trzeba było pamiętać imienia boga ani dawnej teologii. Wystarczyło, że społeczność wiedziała, co robić, gdy przychodzi susza. Wyjść, śpiewać, polać wodą zieloną postać, poprosić niebo o deszcz. W takich gestach dawna religijność trwała często dłużej niż w posągach.

Perun ukryty w języku i krajobrazie

Perun zostawił też ślady w nazwach miejscowych. Na mapach Słowiańszczyzny pojawiają się Peruny, Pioruny, Piorunki, Perynie, góry i wzgórza łączone z jego imieniem. Część takich nazw może być bardzo stara, część mogła powstać później od słowa „piorun", część wymagałaby osobnego sprawdzenia. Ale ich liczba pokazuje, że imię gromowładcy albo samo zjawisko pioruna głęboko weszły w słowiańskie nazywanie świata.

To ważne, bo dawna religia nie przetrwała tylko w księgach. Przetrwała także w krajobrazie. W nazwie wzgórza. W nazwie lasu. W pamięci miejsca, gdzie „biły pioruny" albo gdzie kiedyś mogło znajdować się coś wyjątkowego.

W polszczyźnie Perun brzmi szczególnie blisko. Mamy „piorun", „piorunować", „piorunujący", „do pioruna", „niech cię piorun trzaśnie". W codziennym języku te słowa nie mają już religijnego sensu. Stały się przekleństwami, metaforami, określeniami gwałtowności. Ale właśnie w takich zwykłych słowach potrafią trwać bardzo stare warstwy kultury. Dawny bóg może przetrwać nie jako postać czczona, lecz jako siła ukryta w języku.

Co naprawdę zostaje z Peruna?

Perun fascynuje dlatego, że skupia w sobie kilka różnych obrazów naraz. Jest bogiem burzy, który uderza piorunem. Bogiem wojowników, przy którym przysięga się na broń. Bogiem władzy, którego posąg stał na kijowskim wzgórzu. Bogiem dębu, kamienia i ognia. Przeciwnikiem Welesa w wielkiej, choć rekonstruowanej opowieści o walce góry z dołem. A po chrystianizacji cieniem obecnym przy św. Eliaszu, w ludowych zakazach pracy podczas burzy, w strzałach piorunowych i w nazwach miejsc.

Nie znaczy to, że wiemy o nim wszystko. Przeciwnie, najuczciwsza opowieść o Perunie musi zostawić miejsce na niepewność. Brückner przypomina, by nie wierzyć każdej późnej legendzie. Gieysztor pokazuje, że z rozproszonych śladów można odtworzyć większy porządek. Szyjewski, Strzelczyk i nowsi badacze uczą, że trzeba iść środkiem: korzystać z porównań, ale nie zamieniać hipotez w dogmaty.

Dlatego Perun jest jednym z najlepszych przykładów tego, czym naprawdę jest badanie dawnej Słowiańszczyzny. Nie mamy czystego, pogańskiego głosu sprzed wieków. Mamy kronikarzy chrześcijańskich, archeologię z wątpliwościami, słowa, które zmieniały znaczenie, i obrzędy zapisane setki lat po chrzcie. Z tego trzeba składać obraz.

A jednak Perun pozostaje wyjątkowo wyraźny. Słychać go w grzmocie. Widać w dębie trafionym piorunem. Czuć w lęku przed burzą i w dziwnym szacunku dla kamienia znalezionego w ziemi. Pojawia się w opowieści o posągu wrzuconym do Dniepru i w ludowej pamięci o świętym, który może uderzyć z nieba.

Może właśnie dlatego, mimo braku pełnych mitów, nadal jest jednym z najbardziej żywych słowiańskich bogów. Nie dlatego, że znamy jego historię od początku do końca. Raczej dlatego, że jego ślad wciąż powraca. W języku, w krajobrazie, w burzy i w tej krótkiej chwili ciszy, kiedy niebo ciemnieje, a człowiek odruchowo czeka na pierwsze uderzenie.

CTA Image

Szeroki wybór książek o Słowianach

Sprawdź ceny

Źródła i tropy

  • Aleksander Brückner, „Mitologia słowiańska".
  • Aleksander Gieysztor, „Mitologia Słowian".
  • Andrzej Szyjewski, „Religia Słowian".
  • Jerzy Strzelczyk, „Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian".
  • Henryk Łowmiański, „Religia Słowian i jej upadek".
  • „Powieść doroczna".
  • Prokopiusz z Cezarei, „O wojnach".
  • Michał Łuczyński, prace dotyczące teonimu Perun i mitologii słowiańskiej.
  • Giuliano Gajetti, opracowania o semantyce imienia Peruna w językach słowiańskich.
  • Patrice Lajoye, „The Slavic Storm God Perun".
  • Michal Téra, „Perun. Gromowładny bóg".
  • Enrique Santos Marinas, opracowania o św. Eliaszu jako pogodowym świętym w tradycji słowiańskiej.
  • Wiaczesław Iwanow i Władimir Toporow, prace o rekonstrukcji mitu zasadniczego.

Szukaj na blogu