Przejdź do treści

Południca. Demon południa, żniw i ludowego strachu

Południca nie jest internetową boginią lata, lecz jedną z najlepiej uchwytnych postaci słowiańskiej demonologii ludowej. W źródłach pojawia się jako demon południa, pól i żniw, który pilnował rytmu pracy, straszył dzieci i tłumaczył grozę upału.

Biała kobieca postać stojąca w południowym słońcu na skraju pola dojrzałego zboża

Ten tekst należy do przewodnika: Demonologia słowiańska.

Południca to jedna z tych postaci słowiańskiej demonologii ludowej, które łatwo zepsuć zbyt efektowną opowieścią. W internecie bywa przedstawiana jak gotowa bohaterka fantasy: kobieta w bieli, zjawa z pola, mordercza bogini lata, czasem prawie „słowiańska śmierć". Źródła są ciekawsze, ale mniej wygodne. Pokazują nie jedną postać, lecz całą rodzinę wierzeń związanych z południem, żniwami, zbożem, upałem i zakazem pracy w najgorętszej porze dnia.

Najbezpieczniej pisać o Południcy jako o demonie polnym z ludowych wierzeń Słowian, zwłaszcza zachodnich. Kazimierz Moszyński uznawał ją za jedną z najciekawszych postaci pod względem zasięgu w słowiańskiej demonologii ludowej. Leonard J. Pełka, pisząc o demonologii polnej, odwoływał się do tradycji, w której Południca miała jeszcze przedchrześcijański rodowód. To jednak nie znaczy, że możemy bezpiecznie zrobić z niej dawną boginię. Tego źródła nie mówią. Mówią natomiast dużo o wsi, polu, strachu i rytmie pracy.

Skąd właściwie wiemy o Południcy?

Nie mamy słowiańskiej „księgi mitów", w której ktoś opisałby Południcę tak, jak Grecy opisywali swoje bóstwa. Materiał pochodzi głównie z etnografii, zapisów folklorystycznych i późniejszych opracowań demonologii ludowej. To od razu ustawia temat: nie badamy pełnej religii dawnych Słowian, lecz ślady wierzeń zachowane w kulturze ludowej, spisywane przeważnie w XIX i XX wieku.

Wśród najważniejszych autorów, do których trzeba sięgnąć, są Oskar Kolberg, Kazimierz Moszyński, Bohdan Baranowski, Leonard J. Pełka i Renata Dźwigoł. Współcześnie przydatny jest także artykuł Francisco Moliny-Moreno o żeńskich duchach przyrodniczych w polskim folklorze, bo porządkuje część starszego materiału i pokazuje, z jakich źródeł korzystano. Autor wskazuje między innymi na Wójcickiego, Kolberga, Kapełuś i Pełkę jako podstawę opisu żeńskich duchów przyrodniczych w polskim folklorze.

Jednym z ciekawszych dawnych śladów językowych jest wzmianka w „Peregrynacji dziadowskiej" z 1612 roku. W Elektronicznym Słowniku Języka Polskiego XVII i XVIII wieku pod hasłem „latawica" przytoczono fragment, w którym ta sama demoniczna postać zmienia nazwy zależnie od pory: nocą jest wielką niewiastą, w południe „przypołudnicą", wieczorem wiedźmą albo latawicą. To jeszcze nie opis terenowego wierzenia o Południcy, ale dowód, że samo skojarzenie demona z południem funkcjonowało w dawnej polszczyźnie.

Południe było porą niebezpieczną

Dla dzisiejszego czytelnika południe to po prostu godzina. Dla dawnej wsi było czymś więcej. W polu pracowało się ciężko, często w pełnym słońcu, bez cienia i bez zabezpieczeń, które dziś uznajemy za oczywiste. Południe przerywało rytm dnia. Zwierzęta trzeba było napoić lub nakarmić, ludzie wracali na posiłek, a praca w największym skwarze była zwyczajnie ryzykowna.

Południca pilnowała tej granicy. Straszyła tych, którzy nie zeszli z pola. Pojawiała się między zbożami, na miedzach, przy życie, pszenicy, grochu, czasem przy lnie. Ludowa demonologia działała tu bardzo praktycznie. Demon tłumaczył lęk, ale też wymuszał rozsądek: żeby nie chodzić samemu w pole w południe, nie spać w słońcu, nie zostawiać dzieci między zbożem, nie deptać kłosów przed żniwami. Groza tej postaci nie bierze się znikąd — wyrasta wprost z realnego ryzyka pracy w upale.

Jak wyglądała Południca?

Nie ma jednego „kanonicznego" wyglądu Południcy, i to trzeba powiedzieć uczciwie od razu. Źródła regionalne są rozbieżne. W jednym miejscu jest młodą kobietą w bieli, z rozpuszczonymi włosami. W innym starą, brzydką kobietą. Gdzie indziej bywa niewidzialna. Czasem ma bladą cerę, czerwone oczy, długi czerwony język. W Małopolsce opisywano ją jako wysoką, wyjątkowo szpetną kobietę w białych szatach, której towarzyszyło siedem czarnych psów. W Sieradzkiem pojawia się jako „przypołudnica" lub „oprzypołudnie", kobieta ubrana w biel, wychodząca latem z żyta albo pszenicy.

U Dźwigoł znajdziemy jeszcze bogatszy zestaw lokalnych wariantów. Sieradzka Południca zadawała pytania i karała tego, kto nie potrafił odpowiedzieć. Małopolska była bardziej potworna, z kłami, pazurami i psami. Wielkopolska znała zarówno piękną dziewczynę ze złotym lub srebrnym pasem i sztyletem, jak i starą kobietę zbierającą kłosy. Na ziemi dobrzyńskiej przypołudnica mogła pokazywać się z sierpem w ręku i ucinać głowy tym, którzy w południe włóczyli się po polu lub lesie.

Tak właśnie działają wierzenia ludowe. Postaci nie ustalał jeden tekst, kapłan czy oficjalna mitologia. Żyła w opowieściach, ostrzeżeniach, straszeniu dzieci i lokalnych wyjaśnieniach tego, co działo się na polu.

Co robiła Południca?

Najczęściej szkodziła. Atakowała ludzi pracujących lub śpiących w polu w południe. Mogła sprowadzać ból głowy, niemoc, paraliż, obłęd, chorobę, a czasem śmierć. W niektórych przekazach dusiła śpiących na miedzy. W innych zadawała pytania, a jeśli człowiek nie umiał odpowiedzieć, biła go, rzucała urok albo doprowadzała do zguby. Motyw zagadek łączy Południcę z szerszym zestawem słowiańskich opowieści o demonach, które przed zabiciem ofiary wystawiały ją na próbę.

Szczególnie mocny jest wątek dzieci. Południcą straszono je, żeby nie wchodziły w zboże, nie niszczyły kłosów i nie oddalały się od dorosłych. W późniejszych zapisach informatorzy Pełki mówili już czasem wprost, że „duchami" straszyło się tylko dzieci, by nie chodziły w południe w pole. Jedna z relacji mówi nawet, że Południce nie były duchami, lecz przebranymi kobietami, które straszyły dzieci dla bezpieczeństwa. Widać tu, jak dawne wierzenie przechodziło w obyczaj, a obyczaj w pedagogiczny straszak.

Demon zboża, demon słońca czy opiekunka pola?

Południca nie była wyłącznie prostym straszydłem. Część badaczy widziała w niej ślad dawnych wyobrażeń agrarnych. Pełka pisał, że cykliczne pojawianie się Południc w okresie wegetacji zbóż, od kwitnienia do żniw, może być echem dawnego kultu narodzin i obumierania życia w przyrodzie. Według tej interpretacji pierwotnie były to demony opiekuńcze wegetacji zbóż, później obciążone wątkami groźnymi, atmosferycznymi i diabelskimi. Molina-Moreno przytacza ten tok rozumowania, wskazując, że Południcom przypisywano także falowanie łanów i sprowadzanie wirów powietrznych.

Nie trzeba jednak iść za daleko. Opiekunka zboża nie oznacza automatycznie bogini. W źródłach nie ma kultu Południcy, modlitw do niej, ofiar składanych specjalnie jej ani spójnego mitu. Jest raczej demoniczna postać związana z polem i południem, pilnująca granicy. Chroni zboże przed dziećmi i ludźmi, ale robi to groźbą. Przypomina, że pole nie było neutralną przestrzenią, tylko źródłem życia, własności, pracy i śmierci naraz.

Południca a udar słoneczny

Najprostsze nowoczesne wyjaśnienie brzmi: Południca to ludowa personifikacja udaru słonecznego. Jest w tym sporo sensu. Człowiek pracujący w upale mógł zasłabnąć, stracić przytomność, majaczyć, czuć ból głowy, mieć wrażenie paraliżu. Wir powietrzny na rozgrzanym polu mógł wyglądać jak ruch niewidzialnej istoty. Migotanie powietrza nad zbożem dawało się opisać jako zjawa, mgła albo świetlistość.

Tyle że takie wyjaśnienie nie załatwia całej sprawy. Południca nie jest jedynie „dawną nazwą choroby". To był też sposób mówienia o porządku pracy, o zakazie niszczenia plonów, o pilnowaniu dzieci, o niebezpieczeństwie samotności w polu i o lęku przed porą dnia, w której wszystko cichnie. Udar tłumaczy część opowieści, kultura tłumaczy resztę.

Dlaczego miała tyle imion?

Południca występuje pod wieloma nazwami. Spotykamy formy: południca, przypołudnica, południówka, oprzypołudnie, żytnia baba, żytniczka, baba żytnia, diablica polna, chabernica, a w tradycji łużyckiej także nazwy związane z sierpem, jak serpownica czy serpowa baba. Jedne wskazują na porę pojawiania się demona. Inne na miejsce, czyli pole, żyto, zboże. Jeszcze inne na narzędzie albo sposób działania.

Dźwigoł pokazuje, że nazwy demonów polnych nie są przypadkową listą dziwnych słów. One porządkują ludowe wyobrażenie. Jeśli demon pojawia się w południe, dostaje nazwę od południa. Jeśli siedzi w życie, staje się żytnią babą. Jeśli trzyma sierp, jego nazwa wiąże się z sierpem. Język nie tylko opisuje tu wiarę, ale sam ją układa.

Czy Południca była „słowiańska"?

Tak, ale z tym słowem trzeba uważać. Południca jest słowiańska w sensie folkloru i demonologii ludowej. Jej warianty znano wśród Słowian zachodnich, a podobne postacie pojawiały się też szerzej w słowiańskim świecie. Nie oznacza to jednak, że można bezpośrednio przenieść wszystkie XIX-wieczne zapisy na czasy przedchrześcijańskie.

Okładka książki
📚 Warto mieć na półce

"Polska demonologia ludowa"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę i rozwój bloga, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.

Sprawdź książkę

Kultura wsi, z której pochodzą zapisy etnograficzne, była już kulturą chrześcijańską. Wierzenia ludowe działały w świecie, w którym obok dawnych wyobrażeń funkcjonował Kościół, modlitwa, diabeł, grzech, kara i pokuta. Dlatego w opisach Południcy tak łatwo mieszają się warstwy: agrarna, demoniczna, chrześcijańska i wychowawcza. To natura tego materiału, nie jego wada.

Południca w kulturze popularnej

Dziś Południca wraca głównie przez fantastykę, gry, ilustracje i internetowe bestiariusze. Najczęściej dostaje jeden wyrazisty wygląd: biała kobieta z pola, czasem upiorna, czasem piękna, czasem podobna do zjawy z horroru. To działa wizualnie, ale upraszcza źródła. Dawna Południca była mniej jednorodna. Bywała młoda i stara, szpetna i piękna, widzialna i niewidzialna, związana ze zbożem albo z wiatrem, opiekuńcza albo śmiertelnie groźna. Pisząc o niej uczciwie, tę niejednoznaczność trzeba zostawić.

Kim więc była Południca?

Południca była demonem południowej granicy. Pojawiała się wtedy, gdy słońce stało najwyżej, a człowiek był najsłabszy. Należała do pola, zboża, żniw i letniego skwaru. Pilnowała pracy przez strach. Chroniła plony, ale nie była łagodna. Straszyła dzieci, karała dorosłych, tłumaczyła chorobę, omdlenie, paraliż, nagłą śmierć i dziwne zjawiska atmosferyczne.

Nie trzeba robić z niej bogini, żeby była ważna. Południca pokazuje, jak dawna wieś rozumiała krajobraz. Pole nie było tylko miejscem produkcji żywności. Miało swój rytm, swoje zakazy, swoje niebezpieczne godziny i swoje istoty. W południe człowiek powinien był zejść z pola. Jeśli tego nie zrobił, winne mogło być słońce. Albo ona.

Źródła

  • Kazimierz Moszyński, „Kultura ludowa Słowian", t. II: „Kultura duchowa", cz. 1, Kraków 1934.
  • Leonard J. Pełka, „Polska demonologia ludowa", Warszawa 1987, rozdział „Demonologia polna".
  • Bohdan Baranowski, „W kręgu upiorów i wilkołaków", Łódź 1981, rozdział „Południce".
  • Renata Dźwigoł, „Polskie ludowe słownictwo mitologiczne", Kraków 2004, zwłaszcza część o nazwach demonów polnych i zbożowych.
  • Francisco Molina-Moreno, „Żeńskie duchy przyrodnicze w folklorze polskim i w mitologii klasycznej", „Prace Etnograficzne", 2016, t. 44, z. 4, s. 345–378.
  • Oskar Kolberg, „Dzieła wszystkie", materiały regionalne cytowane i omawiane w opracowaniach Pełki oraz Moliny-Moreno.
  • Elektroniczny Słownik Języka Polskiego XVII i XVIII wieku, hasło „Latawica", Instytut Języka Polskiego PAN.

Szukaj na blogu