Słowiańskie wesele, o którym Kościół wolałby milczeć. Fallus, czosnek i rytuał płodności
Średniowieczne kazania przeciw „pogańskim obyczajom” zachowały zaskakujący obraz dawnych słowiańskich wesel. Pojawia się w nim sztuczny fallus, czosnek, picie podczas obrzędu i gesty, które duchowni uznawali za skandaliczne.

Problem w tym, że między sensacją a prawdą stoi jeszcze filtr kościelnej propagandy.
Gdy dziś myślimy o dawnych Słowianach, zwykle widzimy święte gaje, ogniska, wianki, może jeszcze ofiary składane bóstwom i ludowe obrzędy związane z cyklem natury. Rzadziej dopuszczamy do siebie myśl, że przedchrześcijańska obrzędowość mogła mieć także wyraźny, bezpośredni i wręcz prowokacyjny wymiar seksualny. Tymczasem właśnie taki obraz wyłania się z części średniowiecznych tekstów cerkiewnych, które potępiały stare zwyczaje zachowane jeszcze długo po chrystianizacji Rusi.
Punkt wyjścia jest tu o tyle ciekawy, że Aleksander Brückner powoływał się na „Chrystolubca”, czyli autora kazania wymierzonego w dwojewierie, a więc mieszanie chrześcijaństwa z dawnymi praktykami. W „Mitologii słowiańskiej” Brückner przywołuje fragmenty, w których piętnowane są modły do Peruna, Chorsa, Mokoszy, Wołosa, Rodu i Rodzanic. Sam ten zestaw pokazuje, że duchowni nie walczyli z jakimś jednym konkretnym kultem, lecz z całym zespołem starych wyobrażeń i rytuałów, które wciąż były żywe wśród ludzi.
Najbardziej intrygujący trop dotyczy jednak wesela. W nowoczesnym opracowaniu „Rituals in Slavic Pre-Christian Religion”, opartym na dawnych ruskich tekstach polemicznych, przywołano fragment, według którego podczas wesel wykonywano „fałszywy męski fallus”, wkładano go do naczyń, pito z kubków, a po upiciu się uczestnicy mieli go wąchać, lizać i całować. Trudno o bardziej dosadny obraz. Nie wygląda to na przypadkowy obsceniczny żart wrzucony mimochodem przez kronikarza, lecz na ślad obrzędu, który autor kościelny uznał za szczególnie gorszący.
W tym samym opracowaniu pojawia się jeszcze drugi wariant przekazu. Tym razem mowa jest o tym, że „ci sami Słowianie” podczas wesel mieli wkładać części intymne do wiadra z czosnkiem i pić przez przedmioty ityfalliczne. Właśnie tu pojawia się czosnek, a nie miód. Badacz zwraca uwagę, że oba przekazy mają wyraźny kontekst weselny i płodnościowy. Innymi słowy, nie chodziło o przypadkową sprośność, ale zapewne o symboliczne działania związane z płodnością pana młodego, siłą seksualną albo pomyślnością małżeństwa.
To zapewne dlatego w pamięci tak łatwo miesza się czosnek z miodem. W źródłach o dawnych praktykach słowiańskich miód rzeczywiście pojawia się często przy ofiarach, ucztach i obrzędach związanych z Rodem czy Rodzanicami, ale akurat w tym konkretnym, skandalizującym opisie weselnym badacze wskazują na czosnek. Jest więc bardzo możliwe, że w popularnym omówieniu albo audiobooku oba wątki zostały połączone, choć w samym materiale źródłowym chodzi o coś innego.
Najciekawsze jest jednak to, że te przekazy nie powinny być czytane naiwnie. Nie mamy tu spokojnego opisu etnograficznego, tylko teksty pisane przez ludzi Kościoła przeciw „błędom” ludu. Tacy autorzy chętnie wyostrzali obraz, moralizowali i przedstawiali dawne obyczaje w możliwie najgorszym świetle. To bardzo ważne zastrzeżenie. Nie da się dziś uczciwie napisać, że „Słowianie na pewno robili dokładnie to i to”, bo źródło jest jawnie wrogie wobec opisywanych praktyk. Da się natomiast powiedzieć coś innego: że w średniowiecznych kazaniach zachował się ślad rytuałów weselnych o mocnym znaczeniu erotycznym i płodnościowym, które chrześcijańscy autorzy uznali za relikt pogaństwa.
I właśnie to jest w tym wszystkim najciekawsze. Nie tania sensacja o „perwersjach pogan”, lecz pęknięcie między dwoma porządkami świata. Z jednej strony mamy dawną obrzędowość, w której seksualność, płodność i powodzenie małżeństwa były częścią rytuału. Z drugiej strony mamy chrześcijańskich kaznodziejów, którzy patrzyli na takie zachowania jak na dowód zepsucia i działania demonów. To, co dla jednych mogło być symbolicznym zapewnieniem urodzaju i ciągłości rodu, dla drugich było już tylko zgorszeniem.
Dlatego opowieść o słowiańskim weselu z fallusem i czosnkiem warto traktować poważnie, ale ostrożnie. Coś najwyraźniej stało za tymi oskarżeniami, skoro podobne motywy wracają w różnych redakcjach tekstów. Zarazem nie wolno zapominać, że patrzymy na to wszystko oczami przeciwników starej religii. I może właśnie to czyni ten temat tak fascynującym. Nie tylko mówi coś o dawnych Słowianach, ale też pokazuje, jak rodziła się nowa moralność, która próbowała wyprzeć wcześniejszy język ciała, płodności i rytuału.





