Światowid ze Zbrucza. Czy najsłynniejszy słowiański posąg naprawdę był słowiański?
Światowid ze Zbrucza uchodzi za jeden z najważniejszych zabytków dawnej Słowiańszczyzny. Tyle że jego historia jest mniej pewna, niż sugerują podręcznikowe opisy.

Światowid ze Zbrucza przez lata działał na wyobraźnię jak mało który zabytek związany z dawnymi Słowianami. Cztery twarze, kamienny słup, tajemnicze postacie, koń, szabla, postać podtrzymująca świat. Wszystko aż prosiło się o wielką opowieść o zapomnianej religii, pradawnym kulcie i słowiańskim bogu, który jakimś cudem przetrwał w kamieniu.
Tyle że z tym „cudem” jest kłopot. Im bliżej przyglądamy się posągowi, tym bardziej widać, że jego historia nie jest tak oczywista, jak często się ją opowiada.
Bożek wyłowiony ze Zbrucza
Kamienny posąg odkryto w 1848 roku w rzece Zbrucz, na Podolu. Kilka lat później trafił do Krakowa i dziś znajduje się w Muzeum Archeologicznym. Ma ponad dwa i pół metra wysokości, wykonano go z wapienia, a jego cztery boki pokrywają reliefy ułożone w kilka poziomów.

Tradycyjnie widziano w nim przedstawienie słowiańskiego bóstwa. Górna część miała należeć do świata bogów, środkowa do ludzi, dolna do sfery podziemnej. W takim ujęciu posąg byłby nie tylko figurą boga, ale czymś więcej: kamiennym obrazem świata. Taki sposób interpretacji przez lata mocno utrwalił się w popularnych opisach dawnej Słowiańszczyzny.
I właśnie dlatego Światowid ze Zbrucza stał się symbolem. Dla wielu osób to niemal ikona przedchrześcijańskich wierzeń Słowian. Problem polega na tym, że symbole czasem żyją własnym życiem, niezależnie od tego, co naprawdę da się udowodnić.
Brückner studził zapał
Aleksander Brückner, jeden z najważniejszych badaczy dawnej kultury słowiańskiej, już dawno ostrzegał przed zbyt łatwym odtwarzaniem słowiańskiej mitologii. W „Mitologii słowiańskiej” pisał, że pewne wiadomości o dawnych wierzeniach Słowian zmieściłyby się właściwie na jednej stronie. Reszta bywała często dopisywana później, z potrzeby serca, dumy albo zwykłej literackiej fantazji.
Brückner nie twierdził, że Słowianie nie mieli posągów. Wręcz przeciwnie, uznawał, że takie przedstawienia mogły istnieć. Ale jednocześnie był bardzo ostrożny wobec późnych, zbyt rozbudowanych wizji słowiańskiego panteonu. Nie wystarczy znaleźć tajemniczy posąg i od razu wpisać go do świata Peruna, Welesa czy Świętowita. Zwłaszcza gdy sam zabytek nie ma napisu, pewnego kontekstu archeologicznego ani datowania, które zamykałoby dyskusję.
Gieysztor widział w nim zabytek słowiański
Aleksander Gieysztor w „Mitologii Słowian” traktował Światowida ze Zbrucza jako zabytek najpewniej słowiański. Dla całych pokoleń czytelników właśnie taka interpretacja stała się podstawowa. Posąg pasował do szerszej wizji świata, w której dawni Słowianie mieli własną, bogatą religię, a jej ślady można próbować odczytywać z kronik, folkloru, języka i archeologii.
Gieysztor nie był jednak naiwnym romantykiem. Wiedział, że ziemie nad Zbruczem były pograniczem. Przez te obszary przechodziły różne ludy i wpływy. To nie była odizolowana wyspa słowiańskości, ale teren, na którym przez stulecia stykał się świat osiadłych społeczności z kulturą stepu.
I właśnie w tym miejscu zaczyna się najciekawszy spór.
Posąg słowiański czy stepowy?
Kamil Janicki, pisząc o Światowidzie ze Zbrucza w kontekście książki „Cywilizacja Słowian”, przypomina, że zabytek od początku obrósł legendą. Bardzo szybko uznano go za słowiański, choć jego odkrycie nie zostało udokumentowane tak, jak chcieliby dzisiejsi archeolodzy. Nie mamy pełnego kontekstu znaleziska. Nie wiemy dokładnie, w jakim miejscu pierwotnie stał. Nie możemy też po prostu zbadać kamienia i otrzymać pewnej daty powstania rzeźby.
Do tego dochodzą szczegóły samego przedstawienia. Szabla, koń, wąsy, układ postaci, naczynia trzymane przez figury. Część badaczy widziała w tym nie tyle czysto słowiański świat religijny, ile ślady kultury stepowej.
Cywilizacja Słowian
Czy Słowianie znaleźli się na ziemiach polskich w czasie wielkich wędrówek ludów czy byli tu od tysiącleci, prawie „od zawsze”? Ten spór, który toczy się od dawna, ciągle jest obecny w myśleniu Polaków o swojej przeszłości. Kamil Janicki, autor wielu bestsellerów, m.in. „Pańszczyzny” i „Warcholstwa”, w swojej najnowszej książce przedstawia najbardziej aktualną wizję tych interpretacji i odsyła do ciekawych wniosków. Autor łamie utarte stereotypy, opowiada, jak lud uważany za prymitywny stał się największą europejską wspólnotą językową.
Najdalej w tę stronę idzie Michał Łuczyński, autor tekstu „Światowid ze Zbrucza – czy na pewno słowiański?”. Jego zdaniem posąg może mieć więcej wspólnego z tradycją ludów tureckich i koczowniczych niż z kultem Słowian. Wskazuje on analogie do tak zwanych bab kamiennych, czyli antropomorficznych posągów znanych z obszaru Wielkiego Stepu. Takie rzeźby wiązano między innymi z ludami tureckimi, Połowcami czy szerzej ze światem nomadów.
W tym ujęciu Światowid nie byłby „słowiańskim bogiem”, ale zabytkiem pogranicza. Może dziełem ludzi stepu. Może świadectwem wymieszanych wpływów. Może czymś, co później łatwo wpisano w słowiańską opowieść, bo bardzo chcieliśmy taką opowieść mieć.
A może falsyfikat?
Jest jeszcze jedna hipoteza, najbardziej drażliwa: że posąg wcale nie pochodzi ze średniowiecza. Ukraińscy badacze Ołeksij Komar i Natalia Chamajko sugerowali, że Światowid ze Zbrucza może być XIX-wiecznym falsyfikatem, związanym z epoką romantycznego zainteresowania dawną Słowiańszczyzną.
To mocna teza i nie wszyscy ją przyjmują. Trzeba też uważać, by nie robić z niej sensacyjnego pewnika. Ale sam fakt, że taka hipoteza pojawia się w naukowej dyskusji, pokazuje, jak daleko jesteśmy od prostego zdania: „to słowiański posąg z X wieku”.
Symbol większy niż pewność
Najrozsądniej powiedzieć dziś tak: Światowid ze Zbrucza może być zabytkiem słowiańskim, ale nie mamy pewności, że nim jest. Może być też dziełem świata stepowego albo zabytkiem pogranicza, w którym różne tradycje nakładały się na siebie. Istnieje nawet hipoteza fałszerstwa, choć pozostaje najbardziej kontrowersyjna.
Nie odbiera to posągowi znaczenia. Przeciwnie, czyni go jeszcze ciekawszym. Bo Światowid ze Zbrucza mówi nie tylko o dawnych wierzeniach. Mówi również o nas samych. O potrzebie szukania korzeni. O pragnieniu, by po dawnych Słowianach zostało coś namacalnego, większego niż wzmianki kronikarzy i strzępy podań.
Być może więc najsłynniejszy „słowiański” posąg jest mniej pewnym świadkiem dawnej religii, niż chcielibyśmy wierzyć. Ale jako zagadka działa znakomicie. I może właśnie dlatego od ponad 170 lat nie daje nam spokoju.





