Wianek na wodzie. Najstarsza polska wróżba miłosna
Najkrótsza noc w roku. Dziewczyna pochyla się nad rzeką, opuszcza wianek na wodę i patrzy, dokąd popłynie. Ten prosty gest przetrwał tysiąc lat zmian religijnych i wciąż wraca nad polskie rzeki w czerwcowe wieczory.

Większość obrzędów Nocy Kupały — sobótkowe ogniska, skoki przez ogień, poszukiwanie kwiatu paproci — żyje dziś głównie w rekonstrukcjach. Wianki to inna historia. Ten jeden rytuał przetrwał w niemal niezmienionej formie i co roku w czerwcu setki dziewczyn rzeczywiście puszczają je na polskie rzeki. Dlaczego akurat on?
Krótka historia wianków: od Kupały do świętego Jana
Puszczanie wianków to fragment większej całości — pogańskiego święta przesilenia letniego, które na ziemiach polskich obchodzono w nocy z 21 na 22 czerwca, w najkrótszą noc w roku. W zależności od regionu nazywano je Nocą Kupały, Sobótką, Kupalnocką lub Palinocką — jak podaje Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi, na Mazowszu i Podlasiu mówiono raczej o Kupale, na południu o Sobótce, a na Warmii i Mazurach o Palinocce.
Kiedy chrześcijaństwo nie zdołało wykorzenić obchodów, przesunęło je o dwa dni do przodu i przykryło wigilią Narodzenia świętego Jana Chrzciciela. Tak z Nocy Kupały zrobiła się Noc Świętojańska z 23 na 24 czerwca. W praktyce święta zlały się ze sobą do tego stopnia, że, jak zauważa Muzeum Ziemi Czarnkowskiej, dziś trudno wskazać Polakom różnicę.
Z samą nazwą jest ciekawa sprawa. Aleksander Brückner w "Mitologii słowiańskiej i polskiej" twierdził wprost, że Kupała to nazwa wywodząca się od kąpieli, a wszelkie próby doszukiwania się w niej imienia dawnego boga miłości są wyssane z palca. Współczesna slawistyka raczej mu przyznaje rację — prasłowiańskie *kǫpati znaczyło "zanurzać w wodzie, kąpać, myć", a sam Kupało wyglądał na imię rytualnej kukły topionej w wodzie, nie bóstwa. Bóg Kupała to romantyczna fantazja oświeceniowych badaczy, którą do dziś powiela popkultura.
Puszczanie wianków: jak wyglądał obrzęd
Sam rytuał był sprawą panien na wydaniu. Wianek — symbol dziewictwa — plotły same, z kwiatów polnych i ziół zbieranych specjalnie na tę okazję. Folklorysta wymienia chabry, maki, rumianki, rutę i drobne róże; dorzucano też bylicę, która miała chronić przed czarami.
Przed puszczeniem na wodę przywiązywano wianek do małej deseczki, w środku stawiano zapaloną świeczkę. Wszystko działo się w ciemności, więc, jak tłumaczy w komentarzu dla Centrum Prasowego UMCS specjalistka od etnografii, ogień był kluczowy — bez niego nie dałoby się prześledzić, dokąd wianek dryfuje. Niektóre dziewczyny puszczały po dwa wianki naraz: jeden symbolizował je same, drugi — wybranego chłopaka.
Wianki i wróżby: co mówiła woda
Wróżba zaczynała się w momencie, gdy wianek odbijał od brzegu. Lista odczytów była dość ścisła i wszystkie cytowane źródła — od Folklorysty po UMCS i NIKiDW — podają zbliżone interpretacje:
Najlepszą wróżbą był wianek płynący prosto z prądem, oddalony od brzegu, z palącą się jasno świeczką. Oznaczał rychły ślub. Jeśli para wianków — własny i ukochanego — płynęła równo obok siebie, można było liczyć na szczęśliwe małżeństwo. Jeszcze lepiej, kiedy wianek wyłowił z wody kawaler — wedle przesądu miał się okazać przyszłym mężem.
Złe wróżby zaczynały się tam, gdzie wianek się zatrzymywał. Zaplątanie w sitowiu albo wpadnięcie w wir wodny zwiastowało, jak ujęła to ekspertka UMCS, że "skomplikuje się czyjeś życie miłosne" — staropanieństwo, panna z dzieckiem, źle ulokowane uczucia. Rozdzielenie pary wianków oznaczało, że para sobie nie pisana. Najgorszą wróżbą było zatonięcie wianka. Według portalu Polskie Radio 24 oznaczało to, że dziewczyna wkrótce umrze; UMCS dorzuca, że nieszczęście mogło dotyczyć też jej bliskich. Płynący w dal, ale nieuchwycony przez nikogo wianek nie wróżył śmierci, ale odwlekanie ślubu w czasie.
Lud polski, jego zwyczaje i zabobony
Dawne zwyczaje i zapomniane zabobony – żywa kronika polskiej wsi. Fascynująca, historyczna panorama życia codziennego polskiej wsi na początku XIX wieku, spisana przez jednego z pierwszych polskich etnografów, Łukasza Gołębiowskiego powstańca kościuszkowskiego, historyka i badacza kultury ludowej.
Tu warto zwrócić uwagę na jedno: lista wróżb mówi tyle samo o samym obrzędzie, co o świecie, w którym żyły dziewczyny puszczające wianki. Praktycznie każdy scenariusz odnosi się do zamążpójścia. Wianki nie były grą w romantyczne typowanie. Były domowym oracle'em w społeczności, gdzie samodzielne życie panny po dwudziestce w zasadzie nie istniało.
Wianki dzisiaj: od panien po festiwale
Współcześnie obrzęd przetrwał w dwóch wariantach. Pierwszy to lokalne, kameralne puszczanie wianków organizowane w wielu mniejszych miejscowościach — często przy okazji rekonstrukcji słowiańskich obchodów Nocy Kupały. Drugi to wielkie miejskie widowiska, z których najsłynniejsze są krakowskie Wianki nad Wisłą pod Wawelem — łączące tradycyjny rytuał z koncertami i pokazami fajerwerków. Podobne obchody mają Gdańsk, Poznań i kilkanaście innych miast.
Co ciekawe, sam rytuał pozostał właściwie nienaruszony. Świeczka, wianek, woda, patrzenie, dokąd popłynie. Można to robić zupełnie świecko, można obudować całą słowiańską ramą kupalnocką — zasada jest ta sama. Może właśnie dlatego ten jeden z całej obrzędowej palety dotrwał: jest dostatecznie prosty, żeby się go nie bać, i dostatecznie symboliczny, żeby coś znaczyć.
Czerwiec za pasem. Jeśli ktoś z czytelników będzie miał okazję zobaczyć Wianki na żywo albo puścić własny — warto sprawdzić, dokąd popłynie.





