Przejdź do treści

Mokosz. Czy naprawdę była słowiańską Matką Ziemią?

Jedyna kobieta w panteonie Włodzimierza Wielkiego. Bogini wilgoci, ziemi i kobiecej pracy. Mokosz uchodzi dziś za słowiańską Matkę Ziemię, ale źródła są skromniejsze, niż sugerują współczesne popularyzacje.

Mokosz. Czy naprawdę była słowiańską Matką Ziemią?

Mokosz. Czy naprawdę była słowiańską Matką Ziemią?

Mokosz, spotykana też w formie Mokosza, należy do tych postaci dawnych słowiańskich wierzeń, które współczesna wyobraźnia lubi dopowiadać bardzo szeroko. W popularnych opisach pojawia się często jako wielka Matka Ziemia, bogini płodności, kobiecości, przędzenia, losu, wilgoci i urodzaju. Brzmi to spójnie i pasuje do dzisiejszej fascynacji dawną duchowością. Problem w tym, że źródła są w tej sprawie dużo bardziej powściągliwe.

Mokosz nie jest wymysłem. Należy do najlepiej poświadczonych żeńskich postaci dawnego słowiańskiego panteonu. Tylko że im uważniej czytamy zachowane teksty, tym mniej zostaje z gotowego portretu „słowiańskiej Gai”, a tym więcej pytań.

Co mówi o niej „Powieść minionych lat”?

Punkt wyjścia każdej rozmowy o Mokoszy to fragment „Powieści minionych lat”, ruskiego latopisu spisanego na początku XII wieku, który pod rokiem 980 opisuje religijną reformę Włodzimierza Wielkiego. Kronikarz wymienia posągi sześciu bóstw ustawionych w Kijowie: Peruna, Chorsa, Dadźboga, Strzyboga, Simargła i właśnie Mokoszy.

To bardzo ważna wzmianka, bo nie mamy tu do czynienia z późnym ludowym podaniem ani nowożytną fantazją. Imię Mokoszy zostało zapisane w średniowiecznym tekście kronikarskim, a później powracało także w innych tekstach staroruskich, zwłaszcza kaznodziejskich i polemicznych, pisanych już z chrześcijańskiej perspektywy.

Mokosz pojawia się między innymi w tekstach zwalczających dawne praktyki pogańskie, takich jak „Słowo niejakiegoś Chrystolubca” czy przeróbki kazania Grzegorza z Nazjanzu. W tych źródłach jej imię występuje obok innych bóstw albo istot znanych z dawnych wierzeń. Trzeba jednak pamiętać, że autorzy tych tekstów nie tłumaczą dokładnie, kim była. Wymieniają imię i potępiają tych, którzy jeszcze je pamiętają.

Jedyna kobieta w panteonie Włodzimierza

Najczęściej powtarzany argument brzmi tak: Mokosz była jedyną kobiecą postacią w tzw. panteonie Włodzimierzowym. To rzeczywiście robi wrażenie. Skoro książę Rusi Kijowskiej wystawił posągi najważniejszych bóstw, a obok pięciu męskich imion znalazła się jedna postać żeńska, musiała mieć znaczenie.

Aleksander Brückner, bardzo ostrożny wobec wielu prób rekonstruowania słowiańskiego panteonu, akurat Mokoszy nie odrzucał jako późnego wymysłu. Zwracał uwagę, że jej imię należy do tych nielicznych, które mają realne poświadczenie w źródłach i pozostały żywe w pamięci ludowej. To ważne, bo Brückner nie miał zwyczaju bezkrytycznie przyjmować każdego imienia dopisywanego do słowiańskiej mitologii.

Nie oznacza to jednak, że wiemy o Mokoszy wszystko. Wręcz przeciwnie. Źródła potwierdzają jej imię i rangę, ale nie dają pełnego opisu funkcji, atrybutów czy mitów z nią związanych.

Skąd pomysł, że Mokosz to Matka Ziemia?

Określenie „słowiańska Matka Ziemia” nie wzięło się znikąd, ale nie jest też cytatem ze średniowiecznych źródeł. To rekonstrukcja badaczy, oparta na kilku tropach.

Pierwszy z nich to samo imię. Najczęściej łączy się je z rdzeniem „mok-”, odnoszonym do mokrości, wilgoci i nasiąkania wodą. W takim ujęciu Mokosz mogłaby być związana z wilgotną, płodną ziemią, czyli z tym, co w dawnym świecie rolniczym miało podstawowe znaczenie dla życia. W literaturze pojawiały się także inne propozycje etymologiczne, ale to związek z wilgocią pozostaje najczęściej przywoływany.

Drugi trop to wschodniosłowiańskie wyobrażenie Matki Wilgotnej Ziemi, znane z późniejszych materiałów folklorystycznych, pieśni, zamawiań i ludowych modlitw. Aleksander Gieysztor w „Mitologii Słowian” wskazywał, że łączenie Mokoszy z tym wyobrażeniem ma w nauce długą tradycję, choć nadal pozostaje interpretacją, a nie prostym świadectwem źródłowym.

Trzeci trop to porównania indoeuropejskie. Gieysztor i Andrzej Szyjewski przywoływali między innymi analogie z irańską Ardwi Surą Anahitą, postacią związaną z wilgocią, siłą i czystością. To ciekawa paralela, ale także tutaj trzeba zachować ostrożność. Porównanie nie jest dowodem. Pokazuje raczej, w jakim kierunku badacze próbowali rozumieć Mokosz.

Wszystkie te tropy razem tworzą sensowny obraz. Mokosz mogła być bóstwem związanym z wilgotną, płodną ziemią, kobiecością, urodzajem i podstawami życia gospodarczego. Ale „mogła być” to nie to samo, co „na pewno była”.

Wilgoć, len, owce i kobieca praca

Im dalej od „Powieści minionych lat”, tym wyraźniej Mokosz przesuwa się w stronę kobiecej codzienności. W późniejszym folklorze wschodniosłowiańskim jej imię lub imiona pokrewne łączono z przędzeniem, tkaniem, lnem, wełną i owcami. To ważny trop, bo w dawnych kulturach przędzenie nie było wyłącznie czynnością domową. Nić, przędza i tkanina bardzo łatwo przechodziły w symbolikę życia, losu, porządku świata i płodności.

Dlatego Mokosz bywa interpretowana jako opiekunka kobiecej sfery życia. Nie chodzi tu jednak o kobiecość rozumianą współcześnie, lecz o cały obszar pracy, płodności, domowego gospodarstwa, opieki nad zwierzętami i troski o przetrwanie rodziny. W tym sensie jej domena mogła być mniej widowiskowa niż domena Peruna, ale nie mniej ważna.

Trzeba jednak dodać zastrzeżenie. Michał Łuczyński w „Bogach dawnych Słowian. Studium onomastyczne” zwraca uwagę, że rekonstrukcja Mokoszy jako bogini przędzenia nie musi być pierwotna. Może wynikać z późniejszego folkloru i wtórnego rozwoju wyobrażeń. To dobry przykład, jak ostrożnie trzeba czytać materiał dotyczący dawnych wierzeń. Nie wszystko, co pojawia się późno w tradycji ludowej, musi automatycznie sięgać czasów przedchrześcijańskich.

Bogini czy demon?

W „Powieści minionych lat” Mokosz stoi obok Peruna i innych bóstw. W późniejszych tekstach chrześcijańskich pojawia się jednak wśród istot i praktyk potępianych jako pogańskie. To różnica niebagatelna. Po chrystianizacji dawne bóstwa często traciły rangę, zmieniały sens albo przechodziły do sfery demonologii ludowej.

Jak Kościół przejmował dawne miejsca kultu. Czym była interpretatio christiana
Chrystianizacja nie zawsze zaczynała się od burzenia. Czasem skuteczniejsza okazywała się inna metoda: zostawić formę, zmienić sens i wprowadzić nową treść. Kiedy dziś myślimy o chrystianizacji dawnych ludów, łatwo uruchamia się prosty obraz: stare świątynie lecą w gruzy, dawni bogowie znikają, a nowa religia wchodzi z buta. Tyle że historia

W gwarach i zapisach folklorystycznych z terenów północnorosyjskich notowano postacie przypominające Mokosz jako istoty związane z domem, przędzeniem i kobiecymi pracami. Czasem były one bliższe duchowi domowemu niż wielkiej bogini. Taki proces nie powinien dziwić. Dawne imię mogło przetrwać, ale jego znaczenie mogło się przesuwać. Bóstwo mogło stać się demonem, demon straszakiem, a dawny obrzęd zabobonem.

Brückner przywoływał też świadectwa późnych pytań spowiednich, w których duchowni mieli wypytywać kobiety o praktyki związane z Mokoszą. To nie daje nam pełnego obrazu kultu, ale pokazuje, że pamięć o tej postaci była dla Kościoła czymś na tyle żywym, że wymagała zwalczania jeszcze długo po formalnym chrzcie Rusi.

Czy w Polsce czczono Mokosz?

Tu sprawę trzeba postawić prosto: najmocniejsze świadectwa dotyczą Słowiańszczyzny wschodniej. W Polsce nie mamy źródła rangi „Powieści minionych lat”, które pozwoliłoby twierdzić, że Mokosz była powszechnie czczona przez dawnych Polan, Wiślan czy inne grupy zachodniosłowiańskie.

Istnieją tropy onomastyczne i toponimiczne, czyli nazwy miejscowe kojarzone czasem z rdzeniem „Moko-” albo imieniem Mokoszy. W literaturze przywoływano między innymi podobne nazwy z różnych obszarów słowiańskich. Są to jednak poszlaki, nie dowody kultu. Toponimia może sugerować, że pewne imię lub rdzeń językowy krążyły szerzej, ale nie mówi jeszcze, że w danym miejscu składano ofiary Mokoszy.

To zastrzeżenie jest dziś szczególnie ważne, bo dawną Słowiańszczyznę często wrzuca się do jednego worka. Tymczasem Słowianie nie mieli jednej księgi świętej, jednego kapłaństwa i jednego uporządkowanego panteonu dla całego obszaru od Łaby po Wołgę. To, co wiemy o Rusi, nie zawsze da się automatycznie przenieść na ziemie polskie.

Mokosz i święta Paraskewa Piątnica

Osobnym tematem jest możliwy związek Mokoszy ze świętą Paraskewą Piątnicą. W starszej literaturze często wskazywano, że część funkcji Mokoszy mogła po chrystianizacji przejść właśnie na tę ludowo czczoną świętą, kojarzoną z piątkiem, wodą, kobiecymi pracami i zakazami przędzenia.

Ten trop jest ciekawy, ale nie powinien być podawany jako pewnik. Część elementów związanych z Paraskewą można wyjaśniać także w ramach samej tradycji chrześcijańskiej. Samo imię Paraskewa oznacza piątek, a zakazy pracy w ten dzień mogą być wiązane z chrześcijańską pobożnością i pamięcią Męki Pańskiej, niekoniecznie z dawną boginią.

Najbezpieczniej powiedzieć więc tak: Mokosz i Paraskewa Piątnica zostały w badaniach wielokrotnie zestawione, bo łączą je podobne obszary ludowej wyobraźni. Nie mamy jednak pewności, że jest to prosta kontynuacja dawnego kultu.

Matka Ziemia? Tak, ale z gwiazdką

Czy więc Mokosz naprawdę była słowiańską Matką Ziemią? Najuczciwiej brzmi to tak: mogła pełnić funkcje zbliżone do bóstwa wilgotnej, płodnej ziemi, ale nie mamy źródła, które pozwalałoby nazwać ją tak bez zastrzeżeń. „Matka Ziemia” to wygodny skrót. Pomaga uporządkować to, co o niej wiemy i co badacze rekonstruują: wilgoć, płodność, kobiecą pracę, przetrwanie gospodarstwa, związek z ziemią i urodzajem.

Ten skrót robi się jednak mylący wtedy, gdy zaczynamy budować wokół Mokoszy pełną mitologię: małżeństwa bogów, rozbudowane kalendarze świąt, gotowe rytuały i opowieści wzorowane na systemach greckich czy rzymskich. Tego źródła nam nie dają.

Mokosz nie potrzebuje takich dopowiedzeń, żeby być fascynująca. Właśnie jej niejasność jest najmocniejsza. To jedna z niewielu kobiecych postaci dawnych wierzeń słowiańskich, której imię rzeczywiście przebiło się przez średniowieczne kroniki, teksty kaznodziejskie i późniejszą pamięć ludową. Pojawia się obok Peruna, potem znika z oficjalnej religii, ale wraca w zakazach, pytaniach spowiednich, przędzeniu, kobiecych praktykach i ludowych wyobrażeniach.

Jeśli więc szukamy w niej słowiańskiej Matki Ziemi, warto pamiętać, że patrzymy nie na gotowy portret, lecz na ślad po portrecie. Na imię z kroniki, na wzmiankę w kazaniu, na echo ludowej pamięci. Mokosz była zapewne kimś ważnym. Im ostrożniej o niej mówimy, tym bliżej jesteśmy prawdy.

Źródła książkowe:

  • Aleksander Brückner, „Mitologia słowiańska i polska”.
  • Aleksander Gieysztor, „Mitologia Słowian”.
  • Andrzej Szyjewski, „Religia Słowian”.
  • Henryk Łowmiański, „Religia Słowian i jej upadek”.
  • Michał Łuczyński, „Bogowie dawnych Słowian. Studium onomastyczne”.
  • „Powieść minionych lat”, przekład i opracowanie polskie.

Lud polski, jego zwyczaje i zabobony

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.

Zamów książkę

Szukaj na blogu