Nocnica - słowiański demon, który odbierał sen dzieciom
Płacz niemowlęcia w środku nocy dawna wieś tłumaczyła po swojemu: przyszły nocnice. Kim był demon, który według wierzeń odbierał dzieciom sen, gdzie w niego wierzono i jak się przed nim broniono?

Nocnica należy do tych postaci słowiańskiej demonologii ludowej, które najlepiej pokazują, jak dawniej tłumaczono codzienne lęki: płacz niemowlęcia, bezsenność, nocne krzyki, choroby dzieci. Nie była boginią. Nie należała do „wysokiego” panteonu i nie ma śladów jej kultu. Była demonem domowego niepokoju, istotą z pogranicza snu, choroby i troski o najmłodszych.
W polskiej tradycji ludowej pojawia się najczęściej jako zły duch dręczący dzieci. Rozpoznawano ją po skutkach: dziecko nie mogło spać, płakało, budziło się w nocy albo wydawało się chore bez wyraźnej przyczyny. W zależności od regionu mówiono o nocnicach, noclicach, noculach albo płaczkach. Z czasem jej wyobrażenie zaczęło się zlewać ze zmorą, marą, gniotkiem czy dusiołkiem — istotami odpowiedzialnymi za nocne duszenie i koszmary.
Skąd wzięła się nazwa
Nazwa jest czytelna: od nocy. W ludowym nazewnictwie demonów punktem wyjścia bywało miejsce działania, pora pojawiania się albo objaw przypisywany danej istocie. Tak jak południca łączyła się z południem i rozgrzanym polem, tak nocnica należała do niebezpiecznej pory po zachodzie słońca.
W zapisach gwarowych, które zestawia Renata Dźwigoł w „Polskim ludowym słownictwie mitologicznym”, spotkamy formy: nocnica, nocnice, noclica, nocula, nocznica, a obok nich płaczkę. U Słowian wschodnich funkcjonowały nazwy odsyłające wprost do krzyku i płaczu dziecka: kriksy, plaksy, plachky, plaksivicy oraz kriksy-waraksy. To dobrze pokazuje, z czym mamy do czynienia. Rdzeniem tego wierzenia nie była jedna literacko ustalona postać, tylko cały zespół wyobrażeń wokół nocnego niepokoju.

Gdzie wierzono w nocnice
Polskie materiały etnograficzne lokują nocnicę przede wszystkim na Mazowszu, Lubelszczyźnie, Rzeszowszczyźnie i Śląsku, przy czym nie wszędzie znaczyła to samo. W jednych relacjach jest demonem dziecięcego płaczu, w innych po prostu miejscową nazwą zmory. Na Śląsku zapisano także przekazy o nocnicach jako nocnych światłach zwodzących wędrowców na manowce — pisał o nich m.in. P. Zawada w „Zaraniu Śląskim” już w 1932 roku.
Postać ma odpowiedniki w innych tradycjach słowiańskich. U Słowian wschodnich nocnice były duchami bezsenności i nocnego płaczu niemowląt; podobne istoty, pod różnymi nazwami, notowano też u Słowian południowych. W materiale słowackim spotykane są formy nočnica i polnočnica, łączone z nocną marą, duszeniem albo niedawaniem snu dziecku. Nie należy jednak robić z tego jednego, spójnego słowiańskiego modelu. Mamy raczej rodzinę pokrewnych wyobrażeń, które w różnych regionach przyjmowały odmienne nazwy i funkcje.
"Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa"
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę i rozwój bloga, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.
Sprawdź książkęTakie rozproszenie jest dla demonologii ludowej typowe. Nie istniał żaden kanoniczny bestiariusz. Istniały lokalne nazwy, lokalne funkcje i nakładające się na siebie motywy choroby, snu, śmierci, pokutującej duszy i niebezpieczeństw nocy.
Co robiła nocnica
Dręczyła dzieci. Według wierzeń to ona odpowiadała za bezsenność niemowlęcia, płacz i niespokojny sen. Jak podaje Leonard Pełka w „Polskiej demonologii ludowej”, nocnice miały dziecko szczypać, straszyć i sprowadzać na nie złe sny. Nikt ich nie widział — wystarczyło, że słyszano skutki ich wizyt.
Nocnica była więc ludową odpowiedzią na pytania, na które nie znano jeszcze medycznego wyjaśnienia. Dlaczego dziecko płacze całą noc? Dziś powiedzielibyśmy: kolka, gorączka, lęki nocne, przebodźcowanie. Dawna wieś mówiła krócej: przyszły nocnice.
Z tym kręgiem wyobrażeń badacze łączą także starsze wzmianki o nocnych istotach dręczących dzieci, znane z dawnych tekstów antyzabobonnych i katalogów magii. Trzeba jednak zachować ostrożność: nie zawsze są to opisy „nocnicy” wprost, lecz raczej świadectwa podobnego sposobu myślenia o chorobie, śnie i nocnych zagrożeniach.
Demon czy choroba?
W części materiałów nocnica nie jest wyłącznie osobową zjawą. Bywa nazwą dolegliwości. W języku ludowym granica między demonem a chorobą była płynna: choroba „przychodziła”, „czepiała się”, „morzyła” człowieka, zachowywała się więc niemal jak istota. Stąd w słownictwie mitologicznym pojęcie morzyczki — rozumianej jako nocnica, choroba dziecięca albo zmora dręcząca dzieci we śnie.
To zmienia sposób patrzenia na całą postać. Nocnica była nie tyle strachem przed konkretnym potworem, ile sposobem nazwania stanu, którego rodzice nie umieli inaczej wyjaśnić.
Nocnica a zmora
Czy to ten sam demon? Nie do końca. W starszej warstwie wierzeń to różne postacie: nocnica atakuje dzieci, zwłaszcza niemowlęta, zmora zaś dusi śpiących dorosłych, siada im na piersi, odbiera siły, czasem męczy też zwierzęta gospodarskie.
Problem w tym, że nazwy się mieszały. W okolicach Rzeszowa, Chełma i w części Śląska nocnicą nazywano po prostu zmorę. Gdzie indziej pozostawała osobną istotą. Z czasem oba wyobrażenia mogły zlać się niemal całkowicie — proces ten widać dobrze w materiałach Polskiego Atlasu Etnograficznego, analizowanych przez Agnieszkę Pieńczak i Polinę Povetkinę.
Najbezpieczniej pisać o nocnicy jako o demonie pokrewnym zmorze, ale nie tożsamym z nią. Zmora była demonem nocnego ucisku, nocnica — nocnego płaczu i bezsenności dziecka.
Jak ją sobie wyobrażano
Tu potrzebna jest ostrożność. Internetowe opisy chętnie robią z nocnicy efektowną wiedźmę z pazurami albo skrzydlatą bestię. W źródłach etnograficznych obraz jest znacznie mniej wyrazisty. Nocnicę rozpoznawano nie po wyglądzie, lecz po działaniu — jak większość ludowych demonów choroby i snu. Jej obecność zdradzał płacz dziecka, zły sen i bezradność domowników.
W pojedynczych przekazach nocnice kojarzono z istotami żeńskimi, ptakami, nietoperzami, światełkami albo duszami błąkającymi się po śmierci. Żadnego z tych wyobrażeń nie należy jednak przedstawiać jako pewnego i powszechnego. Nocnica była raczej funkcją niż portretem.
Lud polski, jego zwyczaje i zabobony
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę i rozwój bloga, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.
Sprawdź książkęDlaczego padało na dzieci
Dziecko było w kulturze ludowej istotą szczególnie narażoną na działanie sił nieczystych. Niemowlę nie zostało jeszcze w pełni „oswojone” przez społeczność, a jego zdrowie zależało od rytuałów, zakazów i nakazów. Za szczególnie groźny uchodził czas przed chrztem oraz pory przejściowe: zmierzch, noc, moment zamykania domu przed ciemnością.
Nocnica uderzała dokładnie w ten obszar największego lęku. Nie atakowała wojownika ani księcia — atakowała śpiące niemowlę. Dlatego wierzenia o niej tak mocno splotły się z praktykami ochronnymi matek, z kołyską, oknem, progiem i porą zachodu słońca.
Obrona przed nocnicami
Przeciw nocnicom stosowano zaklęcia i zakazy związane z nocą. Gdy słońce zachodziło krwistoczerwono — mówiono wtedy, że zachodzi „na zażar” — matka mogła wypowiadać formułę: „Zaże, zaże, zażyczki, weźcie memu dziecku nocnicki”. W zapisach spotyka się też warianty z formą „zażycki”. W innym wariancie, przytaczanym przez Pełkę, zwracano się do zórz: „Zorze, zorzyczki, odejmijcie mojemu dziecku morzyczki, odejmijcie od niego płakanie, a dajcie mu dobry sen”.
Do tego dochodziły zakazy praktyczne. Po zmroku nie należało wynosić z domu rzeczy związanych z niemowlęciem — pieluch czy wody po kąpieli. Wierzono, że po zachodzie słońca granica między domem a światem zewnętrznym robi się przepuszczalna i to, co należy do dziecka, może zostać przechwycone przez siły spoza ludzkiego porządku. Okno i próg, miejsca ani w pełni wewnątrz, ani na zewnątrz, uchodziły przy tym za szczególnie niebezpieczne.
Demon granicy
Nocnica działa w kilku granicznych przestrzeniach naraz: między dniem a nocą, snem a jawą, zdrowiem a chorobą, światem ludzi a światem istot nieczystych. Dotyka też granicy w życiu rodziny — pierwszych tygodni po narodzinach, gdy niemowlę jest najbardziej kruche.
"Wierzenia dawnych Słowian. Od mitu do obrzędu"
To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę i rozwój bloga, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.
Sprawdź książkęWłaśnie dlatego jest tak ciekawa. Nie jest tylko potworem do straszenia. Jest zapisem doświadczenia: zmęczenia rodziców, lęku o dziecko, bezsilności wobec choroby i przekonania, że nocą świat nie należy już w pełni do ludzi.
Czy to demon słowiański?
Tak, choć z zastrzeżeniem. Nocnica należy do słowiańskiej demonologii ludowej, czyli mitologii niższej. Nie jest bóstwem znanym z kronik. Jej obraz znamy głównie z późnych zapisów etnograficznych, słownictwa gwarowego i porównań między tradycjami słowiańskimi.
To nie osłabia jej znaczenia. Takie demony mówią o codziennym życiu dawnych ludzi więcej niż wielkie, rekonstruowane panteony. Nocnica pokazuje, czego bano się w izbie po zmroku i jak tłumaczono chorobę dziecka.
Czego lepiej o niej nie pisać
Nie ma podstaw, by robić z nocnicy „boginię nocy”, żonę któregoś z bogów albo potężną panią księżyca. To współczesne fantazje — dobre w fikcji, nie w tekście popularnonaukowym. Ostrożnie też z motywami wysysania energii, picia krwi czy konkretnym wyglądem rodem z horroru: część z nich pochodzi z wymieszania nocnicy ze zmorą, strzygą czy mamuną. W rzetelnym opisie nocnica pozostaje przede wszystkim demonem dziecięcego niepokoju, płaczu i złego snu.
Nocnica dzisiaj
Współcześnie nocnica wraca w bestiariuszach, grach i opowieściach grozy. Ma w sobie coś bardzo nośnego: jest cicha, domowa i związana z jednym z najstarszych ludzkich lęków — lękiem o dziecko. Nie potrzebuje zamku ani cmentarza. Wystarczy ciemna izba, kołyska i płacz, którego nikt nie potrafi uspokoić.
Nie była najpotężniejszym demonem słowiańskiej wyobraźni. Mieszkała za to najbliżej człowieka — w domu, przy dziecku, w bezsennej nocy.
Bibliografia
- Bohdan Baranowski, „W kręgu upiorów i wilkołaków”, Łódź 1981.
- Jerzy Bartmiński, Stanisława Niebrzegowska (red.), „Słownik stereotypów i symboli ludowych”, t. 1: „Kosmos”, Lublin 1996–2012.
- Feliks Czyżewski, „Zmora”, „Etnolingwistyka”, t. 1, 1988.
- Renata Dźwigoł, „Polskie ludowe słownictwo mitologiczne”, Kraków 2004.
- Zygmunt Kłodnicki, Agnieszka Pieńczak (red.), „Komentarze do Polskiego Atlasu Etnograficznego”, t. 9: „Zwyczaje, obrzędy i wierzenia urodzinowe”, Wrocław–Cieszyn 2010–2013.
- Kazimierz Moszyński, „Kultura ludowa Słowian”, t. 2: „Kultura duchowa”, cz. 1, Kraków 1934.
- Leonard J. Pełka, „Polska demonologia ludowa”, Warszawa 1987.
- Agnieszka Pieńczak, Polina Povetkina, „Mapowanie motywów mitologicznych. Zmora jako istota szkodząca ludziom i zwierzętom gospodarskim”, „Łódzkie Studia Etnograficzne”, t. 60, 2021.






