Święty Jerzy, Radunica i dawne słowiańskie rytuały wiosny
Święty Jerzy, wielkanocna woda i Radunica pokazują, że wiosna w kulturze słowiańskiej była czymś więcej niż porą roku. To był czas budzenia ziemi, ochrony stad i pamięci o zmarłych, a chrześcijaństwo przejęło wiele z tych dawnych znaczeń.

Gdy zbliża się dzień św. Jerzego, wraca cały dawny język wiosny: zieleń, woda, ogień, zwierzęta wypędzane na pastwiska i poczucie, że wraz z nową porą roku otwiera się kolejny rozdział życia. Samo święto przypada w tradycji zachodniej na 23 kwietnia, a w części Kościołów wschodnich obchodzących je według kalendarza juliańskiego wypada dziś 6 maja. Etnografowie od dawna zwracają uwagę, że na Bałkanach obrzędy świętojerzymowe są mieszanką praktyk chrześcijańskich i znacznie starszych zwyczajów ludowych.
Właśnie dlatego lepiej nie stawiać prostego znaku równości między św. Jerzym a Jaryłą. To byłoby zbyt łatwe i zbyt kategoryczne. Uczciwiej powiedzieć, że w ludowej wyobraźni postać świętego nałożyła się na wcześniejsze wyobrażenia związane z odradzaniem się przyrody, młodością, siłą życiową i rozpoczęciem nowego sezonu gospodarczego. W tradycji słoweńskiej i chorwackiej zachował się choćby motyw Zielonego Jerzego, opisywany w badaniach jako wyraźny rytuał płodności i wiosennego odrodzenia.
Na południu słowiańszczyzny ten związek widać wyjątkowo mocno. Badania poświęcone zwyczajom świętojerzymowym na Bałkanach pokazują, że towarzyszyły im dekorowanie domów, ludzi i zwierząt zielenią oraz kwiatami, poranne obmycia w rosie, źródłach i rzekach, a także błogosławienie stad i rytuały ochronne związane z bydłem. Święty Jerzy bywał tam wręcz nazywany świętem pasterzy, a sam dzień wiązano z wypędzaniem zwierząt na pastwiska, zdrowiem, urodą, płodnością i pomyślnością całej wspólnoty.
Z tego punktu widzenia wielkanocne zwyczaje Europy Środkowej też wyglądają inaczej. W Czechach pomlázka, czyli spleciona z wierzbowych witków rózga, była i bywa tłumaczona jako obrzęd przynoszący zdrowie, szczęście i płodność. Na Słowacji do dziś funkcjonują oblievačka i šibačka, czyli oblewanie wodą i symboliczne smaganie witkami. W Polsce śmigus-dyngus również wiąże się z wodą jako znakiem życia, oczyszczenia i odnowy, a jego źródeł szuka się nie tylko w tradycji wielkanocnej, ale też w starszych obrzędach wiosennego przejścia.
To właśnie jest w tym wszystkim najciekawsze. Nie chodzi o tanią tezę, że „pogaństwo przetrwało pod chrześcijańską przykrywką”, ale o dużo bardziej złożony proces. Chrześcijaństwo weszło w świat, który miał już własny kalendarz natury, własne lęki i własne nadzieje. Ludzie chcieli wiedzieć, kiedy chronić stada, kiedy prosić o urodzaj, kiedy dotknąć zieleni, wody i ognia, by zapewnić sobie zdrowie oraz powodzenie. Nowa religia nie zniosła tych potrzeb, tylko w dużej mierze nadała im nowe imiona i nowe ramy.
Dlatego dobrze działa tu także Radunica. W tradycji prawosławnej to dzień radosnej pamięci o zmarłych, obchodzony zwykle w drugi wtorek po Wielkanocy, a w 2026 roku przypadł 21 kwietnia. To święto chrześcijańskie, ale świetnie pokazuje coś znacznie starszego i głębszego: że wiosenne odrodzenie przyrody nie musiało oznaczać zapomnienia o umarłych. Przeciwnie, nowy początek świata żywych mógł iść w parze z odnowieniem więzi z przodkami. I właśnie ten splot — zieleni, życia, pamięci i powrotu — wydaje się jednym z najtrwalszych elementów słowiańskiej wyobraźni.
Jeśli patrzeć na ten czas szerzej, Dzień św. Jerzego, wielkanocne oblewanie wodą i Radonica nie są trzema osobnymi historiami. To raczej trzy różne odsłony tej samej opowieści o wiośnie. O chwili, gdy świat znów rusza, ziemia budzi się po zimie, zwierzęta wracają na pastwiska, ludzie dotykają zielonych gałązek i zimnej wody, a pamięć o tych, którzy odeszli, pozostaje częścią porządku natury.







