Przejdź do treści

Bez świętej księgi. Skąd rodzimowiercy wiedzą, do kogo się modlić?

Rodzimowierstwo słowiańskie nie ma własnej Biblii ani Eddy. Skąd więc współcześni wyznawcy wiedzą, do kogo się modlić? Odpowiedź układa się z kronik, archeologii, etnografii, folkloru i praktyki samych wspólnot.

Bez świętej księgi. Skąd rodzimowiercy wiedzą, do kogo się modlić?

Pytanie pada przy okazji większości rozmów o słowiańskim rodzimowierstwie. Skąd współcześni wyznawcy wiedzą, do kogo właściwie się modlą? Brzmi prowokacyjnie, ale jest zasadne. Po dawnej religii Słowian nie zachował się żaden własny kanon tekstów religijnych. Nie ma słowiańskiej Biblii, Koranu, Wed ani Eddy. Nie ma też zbioru mitów spisanego przez samych przedchrześcijańskich Słowian. I nie ma udokumentowanej, nieprzerwanej instytucji kapłańskiej, która przekazywałaby obrzędy od wczesnego średniowiecza do dziś.

Co nie przeszkadza rodzimowierstwu istnieć, działać, organizować się w związki wyznaniowe, obchodzić świąt i mieć własną liturgię. Jak to możliwe — bez pisma, bez ksiąg, bez nieprzerwanej tradycji?

Krótka odpowiedź brzmi: rekonstrukcja. Dłuższa zaczyna się od listy źródeł. Współczesne rodzimowierstwo jest religią rekonstrukcyjną i jednocześnie nowoczesną. Sięga do dawnych wierzeń przez pracę na fragmentarycznych źródłach, folklorze, etnografii, archeologii i językoznawstwie — a do tego dokłada własną praktykę wspólnot.

Uniwersytet Jagielloński w popularnonaukowym omówieniu rodzimowierstwa pisze, jak podaje dr Joanna Malita-Król z Instytutu Religioznawstwa UJ, że współcześni rodzimowiercy odwołują się do dawnych Słowian i do rekonstrukcji praktyk na podstawie krytycznej analizy kronik, stanowisk archeologicznych oraz źródeł etnograficznych. Środowisko w Polsce jest przy tym bardzo zróżnicowane — światopoglądowo i interpretacyjnie. Łączy je politeizm, święta doroczne, rytuały na zewnątrz, święty ogień i ofiary składane bóstwom

Dzisiejszy rodzimowierca nie musi twierdzić, że zna dosłowną modlitwę sprzed tysiąca lat. Twierdzi natomiast, że jego wspólnota próbuje odtwarzać i rozwijać kult na podstawie tego, co da się wyczytać ze źródeł.

Religia bez własnego kanonu

Dawni Słowianie nie zostawili po sobie obszernego, własnego opisu swojej religii. O ich wierzeniach pisali głównie autorzy zewnętrzni — kronikarze, misjonarze, duchowni z innych kultur. Ich relacje są cenne, ale wymagają ostrożności, bo powstawały zwykle z perspektywy chrześcijańskiej i służyły zupełnie innym celom niż neutralny opis kultu. Misjonarz nie pisze jak antropolog. Pisze jak misjonarz.

Stąd fragmentaryczność wszystkiego. Czasem źródło podaje imię bóstwa. Czasem opisuje świątynię, posąg, wróżbę, ofiarę albo obrzęd. Rzadziej tłumaczy wewnętrzną logikę kultu. I niemal nigdy nie pozwala odtworzyć pełnego systemu wierzeń tak, jakbyśmy mieli przed sobą podręcznik dawnej słowiańskiej teologii.

Można więc mówić o Perunie, Świętowicie, Swarożycu, Trzygłowie, Mokoszy i innych imionach poświadczonych w źródłach i opracowaniach — ale nie z jednakową pewnością, nie w każdym regionie i nie zawsze w tym samym kontekście kultowym. Inaczej wygląda materiał z obszaru Słowiańszczyzny wschodniej, inaczej z połabskiej, a inaczej z ziem polskich, gdzie przedchrześcijańskich źródeł religijnych mamy szczególnie mało.

Z dostępnych przekazów można zrekonstruować zestaw imion, motywów i praktyk. Nie można złożyć z nich jednego, kompletnego „katechizmu dawnych Słowian". Współczesne rodzimowierstwo robi z tych fragmentów żywą praktykę religijną — i to jest jego główne zadanie.

A co z „Księgą Welesa"?

W internetowych dyskusjach o słowiańskiej religii regularnie pojawia się „Księga Welesa". Historia jej odkrycia jest dla badacza falsyfikatów niemal podręcznikowa. Tekst miał być zapisany na drewnianych deseczkach. Deseczki miały zostać odnalezione w 1919 roku przez rosyjskiego oficera. I — jak w tym gatunku znalezisk niemal wypada — miały zaginąć w czasie II wojny światowej. Badacze nie dysponują więc oryginałem. Tylko odpisami, publikacjami i odpisami z odpisów. Co w każdej dyskusji o autentyczności rozwiązuje pewną liczbę argumentów po linii najmniejszego oporu.

Część środowisk neopogańskich, zwłaszcza na wschodzie Europy, traktuje „Księgę Welesa" jak słowiańską świętą księgę — co mówi mniej o samej księdze, a więcej o tym, jak bardzo komuś takiej świętej księgi brakowało. Nauka tego stanowiska nie podziela. „Księgę" uznaje się najczęściej za falsyfikat albo mistyfikację. Językoznawcy mają tu zresztą łatwiejszą robotę niż gdziekolwiek indziej: tekst jest archaizowany w sposób, którego w autentycznych zabytkach starosłowiańskich się nie spotyka — bo żaden autor z X wieku nie pisał tak, jak ktoś w XX wyobrażał sobie, że ludzie w X wieku pisali.

To nie znaczy, że można ją zignorować — tylko że trzeba ją czytać inaczej. „Księga Welesa" jest cennym źródłem o nowoczesnych wyobrażeniach na temat Słowiańszczyzny i o tym, jak silna była potrzeba własnej świętej księgi. Lukę po nieistniejących przekazach wypełnia się tym, co akurat jest pod ręką. A „Księga Welesa" była.

W publicznych deklaracjach polskich organizacji rodzimowierczych akcent pada zresztą w drugą stronę — nie na istnienie świętej księgi, lecz na jej brak. ZWRP „Ród" pisze w FAQ wprost, że nie posiada świętej księgi, deklaruje politeizm bez naczelnego bóstwa, a wiedzę o przeszłości czerpie w dużej mierze z opracowań naukowych.

Skąd biorą się bóstwa?

Najstarsza warstwa to dawne relacje pisane. Najczęściej cytowany jest tu Prokopiusz z Cezarei, który w VI wieku w „Historii wojen" napisał o Sklawinach i Antach, że czczą jednego boga, twórcę błyskawicy, uznawanego za pana całego świata, i składają mu ofiary. Opis bywa łączony z wyobrażeniem boga gromowładnego — ale u Prokopiusza imię Peruna nie pada. To raczej punkt wyjścia do interpretacji niż gotowy opis słowiańskiego panteonu.

Perun. Co naprawdę wiemy o słowiańskim gromowładcy?
Perun był bogiem piorunów, burzy, wojowników i przysięgi. Znamy go ze źródeł ruskich, językoznawstwa i folkloru, ale jego obraz wciąż składa się z pewników, hipotez i śladów ukrytych w tradycji.

W przypadku Rusi kluczowa jest „Powieść minionych lat". Szczególnie ważny jest opis reformy Włodzimierza z 980 roku, kiedy na wzgórzu w Kijowie miały stanąć posągi Peruna, Chorsa, Dadźboga, Strzyboga, Simargła i Mokosz. To jeden z najbardziej konkretnych spisów bóstw słowiańskich, jaki w ogóle przetrwał w źródłach pisanych — z pewnym paradoksem w tle, bo przetrwał w tekście, który stronnictwo chrześcijańskie spisało już po obaleniu tych posągów. Innymi słowy: największa wschodniosłowiańska lista bóstw zachowała się w narracji o ich likwidacji.

W źródłach ruskich pojawia się też Wołos, „bóg bydła". W starszej literaturze zestawiano go z Welesem — i ta identyfikacja do dziś krąży w popularnych opisach. W nauce sprawa jednak nie jest zamknięta. Część badaczy uważa Wołosa i Welesa za warianty albo etapy tego samego bóstwa, inni wskazują na problemy językowe i źródłowe takiej identyfikacji. Bezpiecznie więc pisać: bywają łączeni, ale spór trwa.

Kim naprawdę był Weles? Nowe badania obalają kilka mitów
Przez dekady uczono nas, że Weles to przede wszystkim „bóg bydła”. Nowsze badania — w tym wydana w Polsce w 2025 roku monografia naukowa — pokazują inny obraz. Co tak naprawdę wiemy o tym bogu, a co należy włożyć między bajki?

Słowianie połabscy i pomorscy mają zupełnie inny zestaw świadków. Najważniejsi są Thietmar, Adam z Bremy, Helmold, Saxo Gramatyk oraz żywoty św. Ottona z Bambergu. To z tego kręgu pochodzą opisy świątyń, posągów, wróżb i lokalnych kultów — między innymi Świętowita, Swarożyca czy Trzygłowa. „Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum" Adama z Bremy są przy okazji jednym z podstawowych przekazów do historii, geografii i etnografii północnej i środkowo-wschodniej Europy w okresie od IX do XI wieku. Z jednym zastrzeżeniem, które wraca tu jak refren: kronikarz chrześcijański opisujący pogańską świątynię to trochę jak XIX-wieczny podróżnik opisujący „dzikich" — widzi to, co widzi, ale przepuszcza obraz przez własny filtr. Świętowit z Sakson Gramatyka to częściowo Świętowit, a częściowo to, jak Saxo Gramatyk wyobrażał sobie, że bóstwo pogańskie powinno wyglądać.

Osobny przypadek to Radogost. W popularnych zestawieniach figuruje jako odrębne bóstwo, ale w literaturze fachowej jest to teza dyskusyjna. Część interpretacji wskazuje, że doszło tu do klasycznej pomyłki: ktoś zapisał nazwę miejsca — Radogoszczy albo Retry — ktoś inny przeczytał ją jako imię boga, a kolejne stulecia ten odczyt powtarzały. Właściwym obiektem kultu miał być Swarożyc. W ostrożnym omówieniu lepiej zatem mówić o Swarożycu, a Radogosta przywoływać raczej jako ilustrację sporu źródłowego niż jako pewną postać panteonu.

Jeszcze inny problem to Jan Długosz. W „Rocznikach" przedstawił listę rzekomych bóstw dawnych Polaków — Jessa, Łada, Dzidzilela, Nyja, Pogoda, Żywie, Marzanna i Dziewanna — i próbował dopasować je do bóstw rzymskich, tworząc coś w rodzaju polskiego odpowiednika antycznego panteonu. To klasyka interpretatio Romana: jak kronikarz nie wie, co dokładnie opisuje, to po prostu podstawia Marsa, Wenus albo Cerery i sprawa jakoś się układa. Dla historii wyobrażeń o dawnej Polsce źródło bezcenne. Dla rekonstrukcji religii przedchrześcijańskich Słowian — wyjątkowo problematyczne. Powstało kilka stuleci po chrystianizacji i nosi wyraźne ślady uczonej konstrukcji kronikarza. „Panteon Długosza" działa więc nie jako prosty zapis dawnej wiary, lecz jako przykład tego, jak późna tradycja próbowała na własną rękę uporządkować szczątkowe informacje o pogaństwie.

Drugą warstwą rekonstrukcji jest język. Nazwy bóstw, czyli teonimy, mają swoich badaczy. Michał Łuczyński w „Bogowiach dawnych Słowian. Studium onomastyczne" przegląda imiona, ich poświadczenia i etymologie — pokazując przy okazji, ile z teonimów funkcjonujących w popularnych opowieściach o Słowiańszczyźnie jest niepewnych, spornych albo wynika z późniejszych interpretacji. Książka ukazała się w Kieleckim Towarzystwie Naukowym w 2020 roku i liczy 348 stron.

Trzecią warstwą jest folklor i etnografia. Część obrzędów dorocznych, demonologii, zwyczajów pogrzebowych, świąt cyklu roku i wyobrażeń o świecie może przechowywać elementy starsze niż chrystianizacja. Z jednym zastrzeżeniem: folklor nie jest nienaruszoną kapsułą czasu. Przez stulecia mieszał się z chrześcijaństwem, lokalnymi zwyczajami, magią ludową i zmieniającą się kulturą wsi. Z obrzędów ludowych można więc czerpać, ale nie można uznawać każdej praktyki z polskiej wsi za czysto przedchrześcijańską. Inaczej można udowodnić wszystko, łącznie z tym, że dziadek z Beskidu Niskiego w 1947 roku praktykował bezpośrednio kult Peruna.

Czwartą warstwą są porównania. Religię Słowian zestawia się z innymi tradycjami indoeuropejskimi tam, gdzie pojawiają się podobne motywy — bóg burzy, święty ogień, kult przodków, święte drzewo, zaświaty, rytm świąt solarnych i agrarnych. Porównania bywają sugestywne, ale dają jedynie hipotezy. Schemat „bóg burzy to bóg burzy, więc Perun musi być po prostu słowiańskim Thorem" działa do pewnego momentu — a potem zaczyna mówić więcej o porównującym niż o samych bóstwach.

W tym samym miejscu wypada osobno wspomnieć o popularnym dziś modelu Prawii, Jawii i Nawii. Współczesne wspólnoty rodzimowiercze nadają mu własny sens teologiczny i mają do tego prawo. Co innego jednak praktyka wewnątrz wspólnoty, a co innego status historyczny. W tej nazwanej, uporządkowanej triadzie model jest mocno związany właśnie z „Księgą Welesa" — czyli z tekstem, którego nauka nie traktuje jako autentycznego źródła. Starsze tradycje mogą mówić o zaświatach, duszach zmarłych i o różnych poziomach rzeczywistości, ale gotowa triada Prawia–Jawia–Nawia w tej formie należy do nowoczesnej recepcji, a nie do pewnego przekazu średniowiecznego.

Współczesne związki wyznaniowe

W Polsce działa kilka zarejestrowanych związków wyznaniowych odwołujących się do rodzimowierstwa. Ich dokumenty są w tej dyskusji bezcenne, bo pokazują, jak dzisiejsi rodzimowiercy sami opisują swoją doktrynę, obrzędowość i organizację. Z jednym ważnym rozróżnieniem: to są źródła do współczesnego rodzimowierstwa, nie do religii dawnych Słowian.

Rodzimy Kościół Polski opisuje się jako rodzimowierczy związek wyznaniowy nawiązujący do etnicznych, przedchrześcijańskich wierzeń Słowian. Według własnych „Założeń" RKP reprezentuje wyznanie henoteistyczne, będące formą politeizmu i silnie nacechowane panteizmem. Opiera się ono na przekonaniu o istnieniu Boga Najwyższego, którego przejawami są inni bogowie albo byty duchowe. Doktryna jednego związku — nie opis całego polskiego środowiska.

Co ciekawe, RKP sam zaznacza, że rekonstrukcja jest w pewnych punktach hipotetyczna. Na stronie poświęconej kultowi czytamy, że rekonstrukcja i kontynuacja religii dawnych Słowian jest możliwa, ale trzeba mieć świadomość hipotetycznego charakteru części takiej rekonstrukcji. Związek dodaje też, że żywa wiara nie sprowadza się wyłącznie do rekonstrukcji. Największy polski związek rodzimowierczy sam nie udaje, że ma wszystko z pierwszej ręki.

Inaczej ułożone są zasady ZWRP „Ród". W publicznym FAQ związek deklaruje politeizm bez naczelnego bóstwa, a wiedzę o przeszłości czerpie z opracowań naukowych. W osobnym dokumencie „Zasady wspólnie wyznawanej wiary rodzimej" wymienia oddawanie czci słowiańskim bogom, pamięć i cześć dla przodków, wiarę w istnienie i wędrówkę dusz oraz w trójdzielność świata.

Ostatni punkt wymaga komentarza. „Zasady" są współczesną deklaracją wyznaniową, nie średniowiecznym przekazem. Jeżeli trójdzielność świata rozumie się jako Prawię, Jawię i Nawię, wracamy do problemu z poprzedniego rozdziału — ta nazwana triada wyrasta z „Księgi Welesa". To element doktryny konkretnej wspólnoty i należy go traktować jako część jej współczesnej teologii. Nie można go natomiast bez zastrzeżeń przypisywać historycznym Słowianom.

Jeszcze inną tradycję reprezentuje Rodzima Wiara. Archiwum Religii w Polsce przy Instytucie Religioznawstwa UJ opisuje ją jako związek o znaczącym wpływie na polskie rodzimowierstwo, ideowo powiązany z dziedzictwem Zadrugi. To odwołanie do środowiska Jana Stachniuka i międzywojennej formacji o wyraźnie antychrześcijańskim oraz narodowo-kulturowym profilu — kontekst, którego nie da się ominąć przy lekturze dokumentów Rodzimej Wiary. Także tu mamy do czynienia ze współczesnym porządkowaniem doktryny, a nie z prostym przekazem nieprzerwanej religii dawnych Słowian.

Czy istnieje jeden modlitewnik?

Nie. Albo dokładniej: w ogólnodostępnych dokumentach nie ma jednego wspólnego, kanonicznego modlitewnika całego polskiego rodzimowierstwa. Są statuty, deklaracje, zasady wiary, opisy świąt, lokalne praktyki i liturgie konkretnych wspólnot. Nie ma jednego mszału, brewiarza ani katechizmu uznawanego przez wszystkie grupy.

RKP pisze, że obchodom głównych świąt towarzyszy liturgia prowadzona przez ofiarnika lub żercę. W czasie obrzędów składane są ofiary z płodów rolnych, chleba, kaszy, miodu i piwa. Towarzyszą im modlitwy dziękczynne oraz prośby o przychylność bóstw. Statut RKP wymienia też godności ofiarnika, żercy i wołchwa — osoby przyjmujące te godności stają się duchownymi związku. Modlitwa i liturgia są więc realną częścią praktyki, ale jest to praktyka jednego, konkretnego związku.

Podobnie ZWRP „Ród" ma własne zasady wspólnie wyznawanej wiary, ale w FAQ od razu zaznacza, że nie ma własnej świętej księgi, a wiedzę o przeszłości czerpie z opracowań naukowych. To dobry przykład tego, że rodzimowierstwo nie działa jak scentralizowany Kościół z jednym kanonem i jedną liturgią obowiązującymi wszystkich.

Z modlitewnikiem trzeba więc ostrożnie. Poszczególne wspólnoty mają własne teksty, formuły, pieśni, wezwania i rytuały — część publikowana, część funkcjonująca tylko lokalnie. Wspólnego kanonu całego rodzimowierstwa słowiańskiego w Polsce po prostu nie ma.

Gdzie kończy się wiedza, a zaczyna wiara?

Odpowiedź szczera brzmi tak: źródła pozwalają wskazać zestaw dawnych imion, motywów, praktyk i wyobrażeń. Nie pozwalają natomiast odtworzyć pełnego systemu religijnego — nie ma takiej szansy, byśmy mieli kiedyś przed sobą kompletny podręcznik wierzeń Słowian z X wieku.

We współczesnym rodzimowierstwie spotykają się więc trzy porządki. Pierwszy to wiedza historyczna — kroniki, archeologia, językoznawstwo, etnografia i folklor. Drugi to rekonstrukcja, czyli próba ułożenia tych fragmentów w sensowną praktykę religijną. Trzeci to wiara — osobiste i wspólnotowe przekonanie, że dawne bóstwa, przodkowie i świętość natury mogą być realnym punktem odniesienia także dzisiaj.

Takie rozróżnienie jest uczciwe wobec wszystkich stron. Nie odbiera rodzimowiercom prawa do własnej religii. Nie sprowadza ich praktyki do „wymyślania". Jednocześnie nie udaje, że wszystko zostało przekazane w nienaruszonej formie od czasów przedchrześcijańskich.

Pytanie z początku tekstu — skąd rodzimowiercy wiedzą, do kogo się modlić? — nie ma więc jednej prostej odpowiedzi. Wiedzą tyle, ile pozwalają źródła. Resztę układają przez rekonstrukcję, praktykę wspólnotową i własne doświadczenie religijne. W jednych środowiskach większy nacisk pada na Peruna, Mokosz czy bóstwa wschodniosłowiańskie. W innych ważniejsi są Świętowit, Swarożyc, Trzygłów i wyobrażenia z obszaru Słowiańszczyzny zachodniej. Jeszcze inne grupy próbują budować bardziej ogólny, ponadregionalny słowiański system odniesień.

To nie wada, którą można skwitować ironicznym wzruszeniem ramion. To jedna z podstawowych cech religii rekonstrukcyjnych. Tam, gdzie nie ma ciągłej instytucji, własnej świętej księgi i pełnego zapisu dawnych obrzędów, zostaje praca na źródłach, spór o interpretację i współczesna praktyka. W rodzimowierstwie słowiańskim właśnie tędy biegnie granica między historią, rekonstrukcją a wiarą.

Źródła:

  • Uniwersytet Jagielloński, dr Joanna Malita-Król, tekst o rodzimowiercach słowiańskich.
  • Prokopiusz z Cezarei, „Historia wojen", ks. VII, fragment o Sklawinach i Antach.
  • „Powieść minionych lat", fragment o reformie Włodzimierza z 980 roku i liście bóstw: Perun, Chors, Dadźbog, Strzybog, Simargł, Mokosz.
  • Adam z Bremy, „Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum"
  • Michał Łuczyński, „Bogowie dawnych Słowian. Studium onomastyczne", Kieleckie Towarzystwo Naukowe, Kielce 2020.
  • Rodzimy Kościół Polski, „Założenia", „Kult", „Święta" i „Statut"
  • ZWRP „Ród", FAQ oraz „Zasady wspólnie wyznawanej wiary rodzimej"
  • Archiwum Religii w Polsce, Instytut Religioznawstwa UJ

Szukaj na blogu