Przejdź do treści

Symbole słowiańskie. Kołowrót, Ręka Boga, Świętowid - co znaczą i co jest XX-wiecznym wymysłem

Wiele „symboli słowiańskich” z tatuaży i wisiorków ma znacznie młodszą metrykę, niż sugerują sklepy i internetowe leksykony. Kołowrót, Ręka Boga, znak Welesa i Świętowid pokazują, gdzie kończy się archeologia, a zaczyna rekonstrukcja.

Symbole słowiańskie. Kołowrót, Ręka Boga, Świętowid - co znaczą i co jest XX-wiecznym wymysłem

Po wpisaniu hasła „symbole słowiańskie” Google podsuwa dwie warstwy treści. Pierwsza to katalogi biżuterii. Wszystko jest w nich „pradawne”, „pogańskie” i „prasłowiańskie”. Druga to teksty rodzimowiercze, w których część autorów uczciwie pisze o rekonstrukcji, a część sprzedaje XX-wieczne pomysły jako spuściznę po przodkach.

Na Veles Grove nie chodzi o wskrzeszanie dawnej religii ani o sprzedawanie gotowych odpowiedzi. Chodzi o coś prostszego: co o dawnych Słowianach faktycznie da się powiedzieć. A da się niedużo, bo całe pole jest pokawałkowane.

Trzymam się przy tym dwóch klasyków, którzy w polskiej slawistyce religijnej wciąż wyznaczają bieguny. Aleksander Brückner w „Mitologii słowiańskiej” z 1918 r. i „Mitologii polskiej” z 1924 r. traktował większość późnych źródeł nieufnie, część bóstw kwitował jako pomysł średniowiecznych duchownych, a w wielu „pogańskich” rytuałach widział tylko folklor. Aleksander Gieysztor w „Mitologii Słowian” z 1982 r., wydanej przez Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, szedł w stronę odwrotną. Przez porównania indoeuropejskie i strukturalne próbował odbudować obraz słowiańskiego panteonu. Trzecie wydanie tej książki, opracowane przez Anetę Pieniądz, ukazało się w 2006 r. nakładem Wydawnictw Uniwersytetu Warszawskiego.

Tam, gdzie Brückner i Gieysztor się rozjeżdżają, trzeba to mówić wprost. Dorzucić warto także prace nowszych badaczy, m.in. Pawła Szczepanika z UMK i Kamila Kajkowskiego z Muzeum Zachodniokaszubskiego w Bytowie, którzy pisali o materialnej stronie słowiańskiego sacrum, obrzędowości i wyobrażeniach religijnych.

I rzecz, bez której nie ma sensu zaczynać: co właściwie wiemy o słowiańskiej symbolice wizualnej? Bardzo niewiele. Słowianie sprzed chrystianizacji nie zostawili własnych tekstów religijnych. To, co o nich wiemy, pochodzi z trzech rodzajów źródeł i każde z nich jest dziurawe. Po stronie pisanej zostały kroniki, w większości obcojęzyczne i chrześcijańskie: Thietmar z Merseburga, Helmold z Bozowa, Saxo Gramatyk, którego „Gesta Danorum” powstały na przełomie XII i XIII wieku, ruska „Powieść minionych lat” z około 1113 r. Po stronie etnograficznej mamy folklor zapisywany od XIX wieku, czyli stan po wielu stuleciach chrześcijaństwa. Wreszcie archeologia. Ona wykopuje rzeczy, ale rzadko pozwala bezpiecznie powiedzieć, jak nazywał się znak, do kogo należał i co dokładnie znaczył.

To tło trzeba mieć w głowie, zanim zacznie się oglądać konkretne symbole.

Świętowid ze Zbrucza - słynny, autentyczny, ale nie do końca rozpoznany

To prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny przedmiot kojarzony z dawnymi Słowianami. Czterościenny słup wapienny wysoki na 2,57 m, wyłowiony w 1848 r. ze Zbrucza pod Husiatyniem, dziś na Ukrainie, znajduje się w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Ma cztery oblicza, trzy poziomy figur, widoczne atrybuty i sceny, które od pokoleń rozpalają wyobraźnię. „Światowidem” nazwano go już w XIX wieku, dopasowując do czterogłowego Świętowita z Arkony, którego opisał Saxo Gramatyk.

Kłopot w tym, że niemal wszystko w poprzednim akapicie wymaga przypisu i zastrzeżenia. Posąg nie ma podpisu. Kontekst odkrycia został zniszczony jeszcze w XIX wieku. Datacja na IX–X wiek albo przełom IX i X wieku jest najczęściej przyjmowana, ale nie wynika z bezpośrednich danych z miejsca odkrycia. Władysław Szymański pisał o tym ostrożnie w syntezie „Posąg ze Zbrucza i jego otoczenie. Lata badań, lata wątpliwości”, opublikowanej w „Przeglądzie Archeologicznym” w 1996 r.

Światowid ze Zbrucza. Czy najsłynniejszy słowiański posąg naprawdę był słowiański?
Światowid ze Zbrucza uchodzi za jeden z najważniejszych zabytków dawnej Słowiańszczyzny. Tyle że jego historia jest mniej pewna, niż sugerują podręcznikowe opisy.

W 2011 r. ukraińscy badacze Ołeksij Komar i Natalia Chamajko opublikowali głośny artykuł „Zbručskij idol: pamâtnik èpohi romantizma” w czasopiśmie „Ruthenica”. Postawili w nim tezę, że figura może być XIX-wiecznym zabytkiem epoki romantyzmu, a nie pogańskim posągiem z wczesnego średniowiecza. Wskazywali m.in. na brak dobrych analogii formalnych, dobry stan zachowania i cechy wykonania, które ich zdaniem słabo pasują do lokalnego rzemiosła z X wieku.

Polska literatura i praktyka muzealna tej tezy nie przyjęły jako dominującej. Ważne pozostają badania technologiczne Rudolfa Kozłowskiego z 1964 r., opisane w pracy „Badania technologiczne posągu Światowida z Muzeum Archeologicznego w Krakowie”. Kozłowski stwierdził, że posąg wykonano z wapienia mioceńskiego z okolic Husiatynia, że w zagłębieniach reliefu zachowały się ślady pierwotnych barwników, a na powierzchni widać efekty wielokrotnych transgresji rzeki. To argumenty trudne do zbycia.

W 2022 r. Muzeum Archeologiczne w Krakowie prowadziło projekt konserwatorski „Patyna wieków”. Prace realizował zespół konserwatorski, a ich wyniki były później omawiane przez muzealników, m.in. Annę Tyniec. Po zdjęciu późniejszych warstw i przemalowań zwracano uwagę na ślady uszkodzeń, które można wiązać z obaleniem posągu. W publicznych omówieniach wskazywano, że pasują one do średniowiecznych opisów niszczenia pogańskich przedstawień.

Co z tego wynika dla nas? W polskiej literaturze i muzealnej praktyce posąg ze Zbrucza nadal traktowany jest najczęściej jako zabytek wczesnośredniowieczny. Teza o XIX-wiecznym falsyfikacie istnieje i jest ważna w dyskusji, ale nie stała się stanowiskiem dominującym. Dużo mniej pewne jest wszystko, co krąży o nim w internecie: że to konkretny wizerunek boga Świętowita, że cztery twarze oznaczają cztery pory roku albo żywioły, że trzy poziomy przedstawiają Prawię, Jawię i Nawię. To interpretacje, nie ustalenia.

Sama nazwa „Światowid” jest pomysłem XIX-wiecznych badaczy, którzy zobaczyli czterotwarzowy słup i skojarzyli go z czterogłowym bóstwem rugijskim. Nie wiemy jednak, kogo przedstawia posąg ze Zbrucza ani jak rozumieli go ludzie, którzy go wykonali i ustawili.

Ręka Boga - przygody jednego naczynia

Tu Brückner i Gieysztor nie mieli wiele do powiedzenia, bo obiekt zaistniał w obiegu naukowym dopiero w międzywojniu. „Ręce Boga” to popularna dziś nazwa motywu zdobiącego popielnicę odnalezioną w 1936 r. w Białej koło Łodzi, datowaną na III–IV wiek naszej ery. Każde z czterech ramion krzyża kończy się formą przypominającą dłoń, a między ramionami znajdują się cztery swastyki w dwóch wariantach. W czasie II wojny światowej naczynie wykorzystywano w niemieckiej propagandzie ze względu na obecność swastyk. Pod koniec wojny oryginał zaginął. Dziś znamy go z kopii i fotografii.

Jako „słowiański symbol” motyw ten opiera się właściwie na jednym zabytku, który sam wcale nie musi być słowiański. Popielnica należy do kultury przeworskiej. Ta bywa łączona przede wszystkim z kręgiem germańskim, zwłaszcza z Wandalami, choć dokładne przypisywanie kultur archeologicznych konkretnym ludom zawsze jest obarczone ryzykiem. To ważne, bo w internecie motyw z Białej często funkcjonuje tak, jakby był bezdyskusyjnym prasłowiańskim znakiem religijnym.

Najbliższe formalne analogie bywają wskazywane w dużo starszych i odległych kontekstach kulturowych, m.in. w sztuce epoki brązu. Nie oznacza to jednak, że mamy prosty most prowadzący od tamtych zabytków do Słowian. To raczej podobieństwo formy niż twardy dowód ciągłości.

Jeszcze ważniejsza jest sama nazwa. Konrad Jażdżewski, który opublikował opis popielnicy z Białej w 1939 r. w „Z otchłani wieków”, nie używał określenia „Ręce Boga”. To sformułowanie utrwaliło się dopiero później, przede wszystkim w środowiskach rodzimowierczych i popularnych opracowaniach drugiej połowy XX wieku.

Czyli: przedmiot jest autentyczny, motyw jest fascynujący, ale jako „prasłowiański amulet z głębi czasu” funkcjonuje głównie dzięki późniejszej etykiecie. Archeologia daje nam naczynie z Białej. „Ręce Boga” jako nazwa i słowiańska interpretacja to już znacznie późniejsza historia.

Kołowrót / swarzyca - najbardziej spektakularne nadużycie

Tutaj sprawa jest prosta, choć dla wielu osób niewygodna. Ośmioramienny Kołowrót, ten z ostrymi, zaciętymi ramionami, który widać dziś na wisiorkach, koszulkach i grafikach rodzimowierczych, nie jest dobrze poświadczonym zabytkiem z wczesnośredniowiecznej Słowiańszczyzny. To współczesna forma, która wyrosła z XX-wiecznych stylizacji i z rosyjskiego rodzimowierczego obiegu lat 90.

CTA Image

Szeroki wybór książek o Słowianach

Sprawdź ceny

W polskiej grafice międzywojennej ważną rolę odegrał Stanisław Jakubowski, krakowski artysta związany ze stylizacją ludową i art déco. W 1923 r. wydał tekę „Prasłowiańskie motywy architektoniczne”, poświęconą przede wszystkim architekturze, chatom i kącinom. Osobnym cyklem byli „Bogowie Słowian”, znani z wydań i odbitek z początku XX wieku oraz z 1933 r., gdzie Jakubowski tworzył już własne wizualne wyobrażenia słowiańskich bóstw i ich znaków.

To istotne rozróżnienie. Jakubowski nie był archeologiem ani historykiem religii. Był artystą. Jego „słoneczka”, znaki solarne i kompozycje inspirowane dawną Słowiańszczyzną są świetnym przykładem międzywojennej wyobraźni plastycznej, ale nie dowodem na istnienie gotowego, pogańskiego znaku o nazwie Kołowrót.

Drugi etap tej historii rozegrał się w Rosji w latach 90. To tam, w środowiskach rosyjskich rodzimowierców, ukształtowała się rozpoznawalna dziś forma „Kolovratu” z ostrymi, zagiętymi ramionami. W rosyjskim obiegu neopogańskim znak utrwalił się najpóźniej na przełomie lat 90. i 2000., m.in. w symbolice środowisk skupionych wokół SSO SRV, czyli Związku Słowiańskich Wspólnot Słowiańskiej Rodzimej Wiary. Sama organizacja działa od 1997 r. Stamtąd, przez rosyjskie fora i późniejsze polskie tłumaczenia, znak wszedł szerzej do polskiej kultury popularnej.

Co dawni Słowianie naprawdę znali z symboliki solarnej? Rozetki sześcio- i ośmiopromienne, tzw. gwiazdy heksapentalne, różne formy krzyży, koła, motywy promieniste i swastyczne. Swastyka, zwana w polskim obiegu także swarzycą albo krzyżem niespokojnym, jest jednak symbolem bardzo szerokim, znanym wielu kulturom indoeuropejskim i nie tylko. Nie jest „wynalazkiem Słowian”.

Mówiąc krótko: proste znaki solarne, rozety i swastyczne warianty krzyża — tak, mają dawną metrykę. Ośmioramienny, agresywnie stylizowany Kołowrót w dzisiejszej wersji rodzimowierczej — nie. To znak nowoczesny, nawet jeśli zbudowany z dawnych motywów.

Znak Welesa, znak Mokoszy, krzyż Łady - produkcja XX i XXI wieku

Cała grupa znaków funkcjonujących dziś jako „symbole bóstw słowiańskich” powstała w środowiskach rodzimowierczych w XX i XXI wieku.

Najczęściej spotykany znak Welesa, w postaci rogatego trójkąta z literą V wewnątrz, jest świadomą konstrukcją graficzną. Nawiązuje do tego, że Weles w źródłach ruskich występuje jako „skotny bóg”, czyli bóstwo związane z bydłem i bogactwem stadnym. Problem w tym, że taki znak nie występuje na zabytkach archeologicznych jako historyczny emblemat Welesa.

Kim naprawdę był Weles? Nowe badania obalają kilka mitów
Przez dekady uczono nas, że Weles to przede wszystkim „bóg bydła”. Nowsze badania — w tym wydana w Polsce w 2025 roku monografia naukowa — pokazują inny obraz. Co tak naprawdę wiemy o tym bogu, a co należy włożyć między bajki?

Podobnie jest z symbolem Mokoszy w postaci rombu, punktów albo czterech „wąsów”. Sam motyw może kojarzyć się z ornamentyką ludową, haftem czy ceramiką, ale jego przypisanie konkretnej bogini to już współczesna interpretacja. Krzyż Łady i podobne znaki mają jeszcze słabsze podstawy, bo sama Łada jako bogini jest sporna od czasów Brücknera, który widział w niej raczej refren obrzędowy niż realną postać dawnego panteonu.

Nie znaczy to, że te symbole są bezwartościowe. Są żywe w kulturze współczesnej. Ludzie noszą je na biżuterii, tatuują, używają w grafice, muzyce, rekonstrukcji i rodzimowierczych rytuałach. Mają swoje znaczenie, ale jest to znaczenie nowoczesne. Problem zaczyna się wtedy, gdy sprzedaje się je jako znaki z X wieku.

Mokosz. Czy naprawdę była słowiańską Matką Ziemią?
Jedyna kobieta w panteonie Włodzimierza Wielkiego. Bogini wilgoci, ziemi i kobiecej pracy. Mokosz uchodzi dziś za słowiańską Matkę Ziemię, ale źródła są skromniejsze, niż sugerują współczesne popularyzacje.

Topór Peruna - archeologia jest, interpretacja pozostaje hipotezą

Tu wracamy do twardszego materiału. Miniaturowe toporki z brązu, rzadziej ołowiu, najczęściej o długości kilku centymetrów, odkrywane są na dużym obszarze Europy Środkowej, Wschodniej i Północnej. Znane są z terenów ruskich, bałtyjskich, skandynawskich i nadbałtyckich. Część egzemplarzy ma charakterystyczny otwór, część przypomina brodate topory albo warianty z dwoma „rogami”.

Łączenie ich z Perunem jest jednak interpretacją, a nie napisem na zabytku. Kluczową rolę odegrał tu Władimir Pawłowicz Darkewicz, który w 1961 r. opublikował w „Sovetskaja Arheologija” artykuł o toporkach jako możliwych amuletach związanych z kultem Peruna. Pomysł był atrakcyjny, bo dawał słowiański odpowiednik nordyckiego młota Thora. Tyle że w przypadku Mjölnira mamy znacznie lepsze potwierdzenia źródłowe, a przy toporkach słowiańskich pozostajemy w sferze prawdopodobieństwa.

Niektórzy badacze wolą wiązać część tych znalezisk z kręgiem skandynawskim, inni dopuszczają lokalne, słowiańskie odczytania. Najuczciwiej napisać tak: osoba kupująca sobie „topór Peruna” sięga po symbol mający realne średniowieczne pierwowzory, ale sama nazwa i religijne przypisanie do Peruna są rekonstrukcją badawczą.

To i tak dużo więcej niż przy Kołowrocie.

Lunula - najmocniej poświadczony symbol z całej listy

Lunula, czyli wisiorek w kształcie półksiężyca z rogami skierowanymi w dół, jest poświadczona w sposób, jakim większość popularnych „symboli słowiańskich” nie może się pochwalić. Znaleziska lunul pojawiają się w wielu epokach i kulturach. Na ziemiach polskich ich historia sięga epoki brązu, a później występują także w kulturze przeworskiej. Prawdziwy rozkwit popularności lunul przypada jednak na wczesne średniowiecze, zwłaszcza X–XII wiek, gdy stały się powszechnym elementem ozdób kobiecych na obszarach słowiańskich.

Muzeum Archeologiczne w Krakowie przy okazji wystawy „Lunula — słowiański symbol kobiecości” pokazywało ten motyw właśnie jako jeden z najlepiej uchwytnych archeologicznie znaków związanych ze strojem, kobiecością i symboliką lunarną.

Tu też potrzebne są dwa zastrzeżenia. Lunule nosiły nie tylko Słowianki. Motyw był znany także Rzymiankom, Germankom czy kobietom z kręgu wikińskiego. Po drugie, przypisywanie lunuli konkretnemu kultowi Mokoszy albo jednej „bogini księżyca” jest już rekonstrukcją. Symbolika księżycowa i kobieca jest w literaturze często przyjmowana, ale konkretne imię bóstwa to coś innego niż kształt wisiorka wykopanego z grobu.

Mimo to, jeśli ktoś szuka symbolu o realnej dawnej metryce, lunula jest jednym z najlepszych wyborów.

Po co o tym pisać?

Pisanie, że współczesny Kołowrót pochodzi z X wieku, jest nadużyciem. Ktoś przychodzi do studia tatuażu po „prastary symbol przodków”, a wychodzi ze znakiem, którego dzisiejsza forma wyrasta raczej z XX-wiecznej stylizacji graficznej i rosyjskiego rodzimowierczego obiegu lat 90. To trochę tak, jakby ktoś chciał wikiński run, a dostał logo zespołu metalowego z końca XX wieku.

Okładka książki
Propozycja książkowa

"Od Prasłowian do Polaków"

To jest link afiliacyjny. Kupując za jego pomocą, wspieracie moją pracę i rozwój bloga, a cena dla Was i tak pozostaje bez zmian.

Sprawdź książkę

Druga sprawa jest poważniejsza. Niektóre z tych symboli mają dziś kłopotliwe konteksty polityczne. Ośmioramienny Kołowrót bywa używany przez rosyjskie środowiska skrajnej prawicy, m.in. w kręgu Russkiego Obrazu i podobnych ruchów nacjonalistycznych. Swastyka, nawet jeśli występuje w starszych, nienazistowskich wariantach, w Niemczech i Austrii może budzić ryzyka prawne i społeczne, zwłaszcza poza kontekstem naukowym, muzealnym lub edukacyjnym. W Polsce też nie jest znakiem neutralnym, nawet jeśli ktoś używa jej jako „swarzycy”.

Można te symbole nosić jako wyraz fascynacji dawną kulturą Słowian. Tylko warto wiedzieć, co się nosi. Nie każdy znak z internetowego sklepu jest reliktem pogańszczyzny. Część to bardzo młoda produkcja symboliczna, często efekt współczesnej tożsamości, muzyki, grafiki, polityki i duchowości alternatywnej.

Trzecia rzecz jest najciekawsza. To, że Kołowrót jest współczesny, nie odbiera mu urody ani znaczenia dla ludzi, którzy dziś go używają. Współczesna kultura słowiańska: muzyka, tatuaż, biżuteria, rekonstrukcja, festiwale, grafika, blogi i kanały internetowe, jest realnym zjawiskiem XXI wieku. Ma wartość. Trzeba tylko nie kłamać o jej wieku.

Stanisław Jakubowski, tworząc swoje słowiańskie wizje, nie udawał, że przepisuje gotowe wzory z wykopalisk. Był artystą. Udawanie zaczęło się później.

Co więc nosić bezpiecznie?

Spośród popularnych symboli trzy mają w miarę mocne podstawy, choć każdy wymaga dopowiedzenia.

Lunula jest dobrze poświadczona archeologicznie i ma liczne piękne pierwowzory. Nie jest wyłącznie słowiańska, ale była bardzo obecna w świecie wczesnośredniowiecznych Słowian.

Topór Peruna ma realne średniowieczne analogie w miniaturowych toporkach. Trzeba tylko pamiętać, że samo przypisanie do Peruna jest hipotezą, nie pewnikiem.

Swarzyca w klasycznej, prostej formie należy do szerokiej rodziny dawnych znaków solarnych i swastycznych. Nie jest wyłącznie słowiańska, a po XX wieku niesie ogromny bagaż skojarzeń, którego nie da się łatwo zdjąć.

Jeśli natomiast ktoś nosi ośmioramienny Kołowrót, znak Welesa albo „Rękę Boga”, nie ma w tym automatycznie nic złego. Warto tylko wiedzieć, że są to symbole nowoczesne albo współcześnie zinterpretowane, a nie proste znaki przejęte z X-wiecznego sanktuarium.

Światowid jako tatuaż czy grafika ma jeszcze inny status. Sam posąg jest najpewniej dawnym zabytkiem i jednym z najważniejszych obiektów wiązanych ze słowiańską religią. Ale nie wiemy, kogo przedstawia, jak nazywali go dawni użytkownicy ani co dokładnie oznaczały jego sceny.

I tyle uczciwie da się powiedzieć. Po Słowianach przedchrześcijańskich zostało niewiele: kilka kronik pisanych przez obcych, garść imion bogów, trochę zabytków, późny folklor i bardzo dużo ciszy. Cała reszta to praca naszych głów. Nie ma w tym nic złego, dopóki nazywa się rzeczy po imieniu.

Źródła i lektura uzupełniająca

  • A. Brückner, „Mitologia słowiańska i polska”, PWN, Warszawa, wydania oparte na pracach z 1918 i 1924 r.
  • A. Gieysztor, „Mitologia Słowian”, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1982.
  • A. Gieysztor, „Mitologia Słowian”, wyd. 3, oprac. A. Pieniądz, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006.
  • A. Szyjewski, „Religia Słowian”, WAM, Kraków 2003.
  • W. Szymański, „Posąg ze Zbrucza i jego otoczenie. Lata badań, lata wątpliwości”, „Przegląd Archeologiczny” 44/1996.
  • R. Kozłowski, „Badania technologiczne posągu Światowida z Muzeum Archeologicznego w Krakowie”, „Materiały Archeologiczne” 5/1964.
  • O. Komar, N. Chamajko, „Zbručskij idol: pamâtnik èpohi romantizma”, „Ruthenica” 10/2011.
  • P. Szczepanik, „Rzeczywistość mityczna Słowian północno-zachodnich i jej materialne wyobrażenia. Studium z zakresu etnoarcheologii religii”, Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń 2020.
  • P. Szczepanik, „Słowiańskie zaświaty. Wierzenia, wizje i mity”, Triglav, Szczecin 2018.
  • K. Kajkowski, „Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian”, Triglav, Szczecin 2017.
  • K. Kajkowski, „Obrzędowość religijna Pomorzan we wczesnym średniowieczu. Studium archeologiczne”, Muzeum Zachodniokaszubskie, Bytów 2019.
  • K. Jażdżewski, publikacja popielnicy z Białej w „Z otchłani wieków”, 1939.
  • W. P. Darkewicz, artykuł o miniaturowych toporkach i interpretacji perunowej, „Sovetskaja Arheologija”, 1961.
  • Muzeum Archeologiczne w Krakowie, materiały o posągu ze Zbrucza oraz projekcie „Patyna wieków”.
  • Muzeum Archeologiczne w Krakowie, materiały wystawy „Lunula — słowiański symbol kobiecości”.
  • Stanisław Jakubowski, „Prasłowiańskie motywy architektoniczne”, Orbis, Kraków 1923.
  • Stanisław Jakubowski, „Bogowie Słowian”, cykl drzeworytów znany z wydań i odbitek z początku XX wieku oraz z 1933 r.

Szukaj na blogu